s
Górale Kliszczaccy

Górale Kliszczaccy

Obrzędy i Zwyczaje - cz. II

„Zwyczaj” jako kategoria podstawowa posiada najszerszy zakres pojęciowy i obejmuje także pojęcie „obrzędu” z tym, że operowanie kategorią „obrzęd” jest tym bardziej uzasadnione, im bardziej zachowania zwyczajowe nawiązują (w sposób bardziej lub mniej świadomy, czy też – jak to ma częstokroć miejsce obecnie – nawet podświadomy) do przesłanek o charakterze sakralno-wierzeniowym, bądź społeczno-prawnym.

„Obyczaj” można natomiast uznać w tym kontekście za pozainstytucjonalny system norm zachowania, uznawany przez daną społeczność i wartościowany przez nią w kategoriach moralnych. W świetle zebranych materiałów etnograficznych precyzyjne rozróżnianie „zwyczaju” od „obrzędu” nie jest możliwe, jakkolwiek operowanie jednym i drugim pojęciem wydaje się niezbędne i uzasadnione. W całej Polsce główny schemat obrzędowości ludowej ukształtowały te same dwa zasadnicze nurty: pierwotne kulty i towarzyszące im wierzenia, sięgające czasów pogańskich oraz chrześcijaństwo. Z czasem, kościelny rok liturgiczny oparty na tradycjach chrześcijańskich, wchłonął niejako ludowy rok obrzędowy, nasycając go własnymi treściami religijnymi, przystosowując jego pierwotny cykl, związany z przebiegiem roku słonecznego i następstwem pór roku, do rytmu roku kościelnego. Pozostała jednak wśród ludności wiejskiej na długie lata wiara w czary, uroki, działanie czarownic i czarowników, przypisując im niepowodzenia w gospodarce, choroby zwierząt i dolegliwości ludzi.
 

OBRZĘDY I ZWYCZAJE RODZINNE

Obrzędy rodzinne posiadały szereg zasad, nakazów i zakazów obowiązujących w tradycyjnej kulturze danej społeczności i celebrowane przez członków poszczególnych rodzin. Skupiały się wokół narodzin, zawarcia związku małżeńskiego i śmierci. 

  • Obrzędy związane z dzieckiem
    Potomstwo w rodzinie było pożądane ze względu na podtrzymywanie ciągłości rodu i posiadania w przyszłości rąk do pracy. Każde nowo narodzone dziecko było uważane za dar Boży, stąd też w przeszłości były wielodzietne rodziny. Niepłodność kobiety uważano za nieszczęście i przekleństwo, karę Bożą za popełnione grzechy. Było w tradycji, że bezdzietni rodzice wychowywali dzieci z wielodzietnych rodzin swoich krewnych. Traktowali je jako własne i przybrany syn dziedziczył majątek, a córka otrzymywała wiano – zgodnie z przyjętymi normami. Kobiety często ukrywały ciążę dopóki nie było tego widać w obawie, by wczesne oznajmienie tej wiadomości nie zaszkodziło jej i dziecku. Wiedział tylko mąż, jej matka i chrzestna. Okres ciąży obejmował wiele nakazów i zakazów dla kobiety, które dla dobra dziecka musiała przestrzegać. Normalnie jak dawniej zajmowała się gospodarstwem domowym, pracowała w polu, ale musiała unikać najcięższych prac. Powszechnie uważano, że zachowanie kobiety będącej w ciąży ma ogromny wpływ na przyszłe cechy dziecka. Nie mogła; patrzeć na osoby kalekie i brzydkie - bo to mogło odbić się na jej potomstwie, uczestniczyć w pogrzebach i patrzeć na zmarłego – bo dziecko mogło być chorowite i blade, musiała pilnować się aby w razie pożaru lub zobaczenia myszy nie dotykać swojego ciała – bo dziecko mogło mieć znamię zw. płomieniem lub myszką. Rygorystycznie był przestrzegany zakaz proszenia ciężarnej kobiety na matkę chrzestną – bo jej albo chrzczone dziecko nie będzie się chowało. Nie mogła zbierać owoców spod drzew u sąsiada – by dziecko nie kradło, nie mogła kłamać – bo dziecko też będzie cyganiło. Nie mogła siadać na pniu do rąbania drzewa – bo dziecko będzie miało dużą głowę, nie mogła siadać na progu i kamieniach, by nie mieć komplikacji przy porodzie. Powinna była być pogodna, wesoła, nie powinna się kłócić, gniewać ani płakać, a patrzeć na ładne rzeczy i ładnych dobrych ludzi. Kobiecie w ciąży nie można było niczego odmówić, bo osobie nieżyczliwej myszy zjadły by jego majątek. Kobiecie w ciąży po jej zewnętrznym wyglądzie  wróżono, czy urodzi się dziewczynka czy chłopiec. 
     
    • Poród
      Poród dbywał się w domu z pomocą wiejskiej położnej zwaną babką, która swoimi umiejętnościami i doświadczeniem cieszyła się zaufaniem społeczności wiejskiej. Przy porodzie oprócz  babki mogła być tylko matka rodzącej lub bliska osoba z rodziny. Obcych nie wpuszczano do domu podczas porodu. W razie pojawienia się trudności przy porodzie, babka smarowała masłem brzuch rodzącej i pod kolana podkładała garnek z parującą wrzącą wodą lub podawała ciepłe mleko do wypicia lub spalała jej ślubną wstążkę. Po porodzie babka odcinała pępowinę, znaczyła krzyżem niemowlę, brała ba ręce i huśtała trzy razy w stronę wschodu, kąpała w wodzie z wrzuconą monetą – co miało zapewnić dziecku szczęście i bogactwo, owijała w pieluchę i podawała matce. W Tokarni np. na dno wanienki przy pierwszej kąpieli kładła żytnią słomę, by dziecko w przyszłości miało urodzajne gospodarstwo, w Tenczynie po kąpieli rzucano wanienką, żeby dziecko było energiczne i ruchliwe. Wodę po kąpieli wylewano daleko od domu, bo była skalana grzechem wziętym z łona matki. Z wyglądu noworodka przypisywano mu różną przyszłość, np. chłopiec z dużymi stopami będzie wysokim mężczyzną, a jeśli urodził się z zębami będzie miał słabą głowę do picia i na chrzcie musi się mu nadać dwa imiona, urodzone w „czepku” - będzie miało dostatnie życie. Matka i dziecko byli narażeni na uroki osób ze złym spojrzeniem. Kto odwiedzał matkę i dziecko, np. sąsiadki i krewni, wchodząc do domu chwaliły Pana Boga co było wiadomym, że nie przyszli ze złymi zamiarami. Był zwyczaj, że przychodząc musiało się coś przynieść dla matki i dziecka. Często była to rożna żywność , pieluchy lub ubranko dla dziecka. Matka przestrzegała nakazu, by ani na chwilę nie pozostawiać dziecka bez opieki, zawsze starała się mieć je przy sobie w obawie – w co wierzono – podmiany jej dziecka przez boginki, które mogły zabrać zdrowe dziecko a zostawić w kolebce kalekiego potworka. 
       
    • Chrzest
      Pierwszym ważnym momentem w życiu nowego człowieka był sakrament chrztu, który włączał dziecko do społeczności w której będzie żyło i do wspólnoty chrześcijańskiej. Było zwyczajem ochrzcić dziecko najpóźniej dwa tygodnie od urodzenia, a gdy było chorowite, zaraz po urodzeniu. Na kumoske i kumotra proszono osoby uczciwe, gospodarne, cieszące się dobrą opinią we wsi, najczęściej pochodzących z bliskiej lub dalszej rodziny, gdyż uważano, że dziecko upodabnia się i przejmuje cechy swoich chrzestnych. Imię dla dziecka wybierali rodzice z litanii do Wszystkich Świętych, albo takie jakie sobie przyniosło w dniu narodzin. Do obowiązków chrzestnych należało dać podarek na wiązanie -czyli na koszulkę. Do chrztu dziecko ubierali w białą lnianą koszulkę, okręcali w pieluszkę i zawijali w chustę. Chrzest odbywał się tylko z udziałem chrzestnych i babki. Był zwyczaj, że matka chrzestna z dzieckiem na rękach przed chrztem klękała na progu kościoła, by dziecko miało łatwą wymowę. Ochrzczone dziecko kładli na ołtarzu i trzykrotnie im obracali, żeby było wydarzone, dorodne i umiało tańcować. Napotkany w drodze powrotnej Żyd oznaczał dla dziecka dobrobyt i szczęście, a jeśli drogę przeszła kobieta lub przebiegł kot, spodziewano się nieszczęścia. Wchodząc do domu chrzestni mówili: zabraliśmy poganina, a przynieśliśmy chrześcijanina. W bardzo skromnym poczęstunku po chrzcie brali udział chrzestni, bliscy sąsiedzi i rodzina. Każda kobieta po porodzie uważana za nieczystą i do czasu wywodu była izolowana od społeczności. Musiała przebywać w domu, nie wolno było jej odwiedzać sąsiadów, nie mogła pracować w polu, wyjście poza dom mogło wywołać burzę, grad, wyschnięcie wody w studni. Okres ten trwał trzy tygodnie, po upływie którego musiała iść z dzieckiem do kościoła na wywód – czyli dokonania obrzędowego oczyszczenia i uzyskania błogosławieństwa, który odbywał się rano przed poranną mszą. Musiała czekać w tzw. babińcu albo przed drzwiami kościoła aż ksiądz odmówi nad nią specjalny psalm, poda koniec stuły i wprowadzi ją do świątyni. Przed ołtarzem podawał jej zapaloną świecę i modląc się udzielał błogosławieństwa. Następnie matka obchodziła ołtarz, składała ofiarę i pozostawała na mszy. Macierzyństwo nie zwalniało kobiety z jej codziennych domowych i gospodarskich obowiązków. Najmłodsze dzieci zawsze miała przy sobie, a niemowlę w czasie pracy w polu musiało leżeć w zasięgu jej wzroku w prowizorycznej kolebce zrobionej z płachty i palików lub w koszyku. Dzieci od 5 roku życia były włączane do pracy; nosiły drzewo opałowe, opiekowały się młodszym rodzeństwem, zbierały na polach kamienie, pasły gęsi i krowy, pomagały przy żniwach i wykopkach. Jedzenie było skromne, niemowlaki poza mlekiem matki piły mleko z wodą, a starsze dzieci jadły to co dorośli. Dziewczynki nosiły długie koszulki lub proste sukienki, chłopcy lniane koszule i spodenki.
       
    • Pierwsza Komunia Święta
      była wielkim wydarzeniem w rodzinie, a dla dziecka drugi ważny sakrament. Uroczystość odbywała się zawsze w maju, była skromna, bo cała uwaga skupiała się na religijnym obrzędzie. Dziewczynki ubrane były w białe sukienki lub białe bluzeczki i spódniczki, na głowie miały wianuszek z mirtu i w ręce kwiat lilii. Chłopcy byli w granatowych kabotkach i porciętach z farbowanego w domu płótna, w ręce trzymali świecę. Po uroczystości na plebani dzieci dostawały drożdżowe cisto, kawę zbożową i obrazek. W domach nie urządzano żadnych przyjęć.
       
  • Wesele
    Obrzęd weselny to kolejny sakrament, który dorosły już człowiek przyjmuje zawierając związek małżeński. Dawniej dziewczęta wychodziły za mąż w wieku 17-20 lat, mężczyźni 20-25 i o zawarciu takiego związku decydowały przede wszystkim względy ekonomiczne, Kończył się czas swobody i beztroski dwojga młodych ludzi i zaczynał się okres odpowiedzialności za przyszłą, nową rodzinę. Młodzi ludzie poznawali się na weselach, potańcówkach, przy wspólnych pracach polowych i innych uroczystościach rodzinnych i kościelnych. Istotną rolę w kojarzeniu małżeństw odgrywał majątek. Choć młodzi na ogół dobierali się sami, to ostatecznie o ich małżeństwie decydowali rodzice, a brak ich zgody nieraz niweczyło ich plany. Kawaler zainteresowany ożenkiem z wybraną panną, mając akceptację swoich rodziców, wysyłał do jej rodziców swatów na wywiady zw. też przewiady. Zadaniem ich było rozeznanie się w tej rodzinie, powiadomienie o zamiarach kawalera w stosunku do ich córki, podkreślając jego wszystkie zalety. Jeśli uzyskali ich przychylność, następnym etapem były zaręczyny zw. zrynkowiny , zmówiny, zaloty, w których brali udział rodzice panny i rodzice kawalera.
     
    • Zrynkowiny
      Na tym spotkaniu rodzice panny i kawalera omawiali i ustalali majątek dla niego i wiano dla niej oraz datę i organizację wesela. Po pomyślnym zakończeniu wszystkich spraw, młodzi szli do księdza dać na zapowiedzi zw. opowiedziami, ogłaszane po sumie przez trzy kolejne niedziele oraz do notariusza podpisać kontrakt ślubny. Wesela najczęściej były organizowane w karnawale lub w jesieni po skończonych pracach polowych, ale przed Adwentem Śluby odbywały się w poniedziałki, wtorki, środy – nigdy w piątek, sobotę i niedzielę. Gości na wesele prosili najpierw młodzi – każdy ze swojej strony i ponownie drugi raz przez drużbów w wieczór poprzedzający wesele. Zbierali się w domu pana młodego i grupą szli często z muzyką i śpiewem najpierw do domów druhen, potem do pozostałych zaproszonych gości. Nazywali to sprosanie, które zazwyczaj trwało do rana. Wesele było przygotowywane w obydwu domach, do których zaproszeni goście wcześniej przynosili produkty spożywcze. Do przygotowania jedzenia na wesele najmowali kobiety „dobre kucharki”, które były znane we wsi ze swoich umiejętności w gotowaniu i pieczeniu kołaczy z serem i chleba, który pełnił ważną rolę w obrzędzie weselnym. W przeddzień wesela u pani młodej i u pana młodego odbywała się tzw. dobranoc – czyli wieczór panieński i wieczór kawalerski. U pani młodej druhny robiły dla niej wianek z mirtu, bukiety dla drużbów, rózcki do kapeluszy starostów i ozdoby do końskich uprzęży. Drużbowie stawiali przed domem  bramę z drabin udekorowaną jałowcem i kolorowymi wstążkami z bibuły. Na weselu było 2 starostów i 2 starościny, 2 lub 4 paty druhen i drużbów. Panią młodą ubierały; chrzestna matka, starościna i pierwsza druhna. Robiły to bardzo powoli, by młoda w przyszłości nie miała często dzieci. Ubierały jej; szeroką białą spódnicę i bluzkę, gorset lub białą katankę, na ramiona nakładały biały rąbek, wianek z mirtu z żywymi kwiatkami i wstążkami, czerwone korale i kierpce, a bogatsza sznurowane trzewiki. Pan młody miał czarne sukienne spodnie, biała koszula, cuga kierpce i kapelusz. Drużbowie do cugi mieli przypięte małe bukieciki z mirtu i kwiatków z długą biała wstążką. Druhny ubrane jednakowo; biała bluzka, spódnice w kwiaty, haftowane gorsety i na głowach wianuszki z mirtu z kolorowymi kokardkami. 
       
    • Dzień ślubu
      Od samego rana w obydwu domach zbierała się rodzina i zaproszeni goście, gdzie byli częstowani jedzeniem. Na dwie godziny przed ślubem pan młody ze swoim weselnym orszakiem w asyście dwóch druhen zjawiał się przed domem pani młodej. Stali wszyscy przed bramą, a pan młody czekał  na powitanie przez panią młodą. Dla żartów z jej domu wysyłano przebrane osoby, a to dziadówkę, kobietę starą z wypchanym brzuchem, a to kobietę z firanką na głowie. W końcu wychodziła pani młoda, witała narzeczonego chlebem i solą, przypinała mu mirtowy bukiecik i wszyscy szli do świetlicy na Błogosławieństwo.  
       
    • Błogosławieństwo
      Na stole nakrytym białym obrusem leżał chleb przyniesiony przez starościnę i którym witała narzeczonego, obok krzyż, obraz św. Rodziny, gałązki mirtu i woda święcona. Młodzi klękali, a zebrani odmawiali modlitwę Pod Twoją obronę, Starosta wygłaszał swoją mowę napominając młodych by żyli w zgodzie, by się szanowali i wychowali dzieci według zasad wiary. Rodzice ich błogosławili, kropili święconą wodą i na ich czołach znaczyli znak krzyża. Wszyscy śpiewali pieśń Serdeczna Matko i pieśni obrzędowe. W Pcimiu, Skomielnej Czarnej, Stróży i Tenczynie zachował się zwyczaj obsypania pszenicą pary młodej po błogosławieństwie – by mieli dostatnie życie. W Stróży zachował się odmienny zwyczaj przejścia druhen do pana młodego z bochenkiem chleba od pani  młodej jako zaproszenie i powrót z nim do domu młodej, który niosła starościna. Ten zwyczaj opisany jest szczegółowo na str. 389 w publikacji Kultura Ludowa Górali Kliszczackich. Do ślubu – w zależności od odległości kościoła – orszak weselny szedł na nogach lub jechał na wozach, a w zimie na saniach. Jechali w kolejności; pani młoda z drużbami, pan młody z druhnami, starostowie, rodzina, goście weselni i muzyka. Dawniej nie było po drodze bram. Zwyczaj ten rozpowszechnił się w okresie międzywojennym. Podczas ślubu były różne wróżby; jeśli płomień świec był jasny – to pożycie młodych będzie szczęśliwe, jeśli zgaśnie choć jedna świeca – wróżyło to śmierć jednego z małżonków. Jeśli pani młoda zerkała na pierwszą druhnę – to na pewno szybko wyjdzie za mąż lub żeby pani młoda miała przewagę nad swoim mężem, musiała przy klękaniu zarzucić rąbek spódnicy na nogi pana młodego. Po ślubie ksiądz modlił się trzymając ręce na głową pani młodej, czyniąc tzw. wywód z wianka – czyli błogosławieństwo żony i przyszłej matki. Po drodze weselnicy wstępowali do karczmy, w której bawili się przy muzyce przez parę godzin. Następnie do domu pana młodego szli: młodzi małżonkowie, druhny z drużbami i goście pana młodego, a goście pani młodej do jej domu rodzinnego. Ojcowie pana młodego witali młodą parę chlebem i solą, muzyka ogrywała wszystkich gości, którzy wrzucali pieniądze do basów lub do bębna. Po obiedzie goście bawili się w innej izbie lub na boisku w stodole. 
       
    • Oczepiny - obrzędowe przyjęcie młodej mężatki do grona kobiet zamężnych, odbywały się pierwotnie w drugim dniu wesela o północy w komorze. Później przeniesiono je do izby kuchennej i robiono je w pierwszy dzień. Przebieg tego obrzędu był taki sam, jak w innych grupach góralskich. Szczegółowy opis można przeczytać na str. 392-395 w/w publikacji. Nieproszonych gości, a byli to kawalerowie, którzy przychodzili na zabawę weselną, nazywali ślęckami. Płacili muzyce za granie i bawili się razem z zaproszonymi. Ciekawym zwyczajem w Stróży - nie spotykanym gdzie indziej  - było, że do talerza na który zbierali datki po oczepinach, był przyczepiony koziołek o 3 nogach z pieniążkiem na grzbiecie, wykonany z gliny lub z karpiela. Po oczepinach u pani młodej bawiono się przez dwa dni, a  tydzień po weselu urządzali poprawiny.
       
    • Przewoziny
      Odbywały się często zaraz po oczepinach, a w innych wsiach następnego dnia po weselu, w obecności drużbów i gości weselnych. W zależności kto z młodych szedł do kogo, to albo pan młody przyjeżdżał po żonę, albo odwrotnie. Całe wiano młodej było umieszczone w skrzyni sprawionej przez rodziców. Jeśli młoda szła do męża, to w progu witała ją teściowa chlebem. Młoda musiała sprawnie podnieść miotłę leżącą za progiem. Jeśli tego nie zrobiła uważano, że nie będzie dobrą gospodynią. Przewoziny kończyły obrzęd weselny, a młodzi małżonkowie rozpoczynali nowy etap wspólnego pożycia.
       
  • Pogrzeb
    Narodził się człowiek, przeszedł przez życie w związku małżeńskim, wychował dzieci często i wnuki i nadszedł czas pożegnania się z ziemskim życiem – śmierć, która dla bliskich osób, rodziny, krewnych i znajomych była wielkim przeżyciem. Choć śmierć jest naturalnym zjawiskiem, to jednak moment oddzielania się duszy od ciała w społeczności wzbudzał strach i poczucie zagrożenia. Stąd obowiązywały różne zakazy i nakazy dla ochrony przed destrukcyjnym wpływem śmierci, mające zapewnić dobrą śmierć umierającemu i pomóc jego duszy w znalezieniu bezpowrotnej drogi w zaświaty, a także odpowiednią organizację pogrzebu. Wyobrażenie śmierci przez ludzi było różne; jako bezcielesna chuda postać kosą w ręce, postać białego kota, konia lub czarnej zjawy. Wierzyli, że zgon człowieka zapowiadają różne nienaturalne zjawiska zw. zwiastunami śmierci, np. sny z wypadającymi zębami, ziemnymi dołami, brudną wodą, z wieńcami, księdzem, młodą panią ubraną na biało, białe lub czarne konie pędzące galopem, itp. Mówili też o złych przeczuciach i o nienaturalnym zachowaniu się zwierząt; wyjący pies ze spuszczoną głową do ziemi, a ptak stukający w szybę okna na pewno wróżył śmierć domownika. Sowa pohukująca koło domu – zwiastowała śmierć kobiety, a puchacz – mężczyzny. Wigilijne i weselne wróżby – omówione przy tych uroczystościach – były przez Kliszczaków traktowane najbardziej poważnie. Uważali, że własny dom jest najbardziej godnym miejscem umierania, w otoczeniu najbliższych. Umierającemu do ręki wkładali gromnicę i krzyż. Rodzina modliła się i przepraszała za wyrządzone krzywdy Długie umieranie uważano, że jest skutkiem nie załatwionych spraw i niewybaczonych win. Mówiono; jakie życie, taka śmierć. Bywało, że konającego na jego prośbę kładli na ziemię wyścieloną słomą – co miało przyspieszyć śmierć. Jednym z obrzędów było mycie i ubieranie zmarłego. Zajmowali się tym krewni i sąsiedzi. Dawniej ubierali w specjalnie uszytą śmiertelną koszulę, która nie mogła mieć węzełków, bo mogłaby zmarłemu zamknąć drogę na tamten świat. Kobietę ubierali w czarną bluzkę lub katankę, spódnicę, chustkę na głowie i pantofelki, by jej było lekko chodzić po tamtym świecie. Młodą dziewczynę ubierano w ślubny strój z zielonym wiankiem z mirtu na głowie. Dzieci chowano w białych koszulkach lub sukienkach. Zmarłym w ręce wkładali różaniec i różne dewocjonalia oraz rzeczy osobiste; fajkę, okulary, laskę,  chusteczkę, kapelusz, itp. Dawniej trumnę wykonywali domownicy z drzewa jodłowego, później stolarze, malowaną na czarno dla starszych, a na biało dla młodych. Przed domem stawiali kosz z wiórami zebranymi przy robieniu trumny, jako znak o śmierci w tym domu, a mijający go musieli się przeżegnać i odmówić modlitwę za zmarłych. Na znak żałoby zasłaniali okna, zatrzymywali zegar, przysłaniali lustra i do dnia pogrzebu nie wykonywali żadnych prac w polu. Gdy zmarła gospodyni, przewiązywali krowy w inne miejsca, by nie traciły mleka, jak gospodarz – to pukali do uli informując pszczoły o jego śmierci – by nie wyginęły. Czuwanie przy otwartej trumnie było dawniej powszechnym obowiązkiem rodziny, krewnych, sąsiadów i znajomych, którzy modlili się i śpiewali pieśni żałobne. Pogrzeb odbywał się w trzeci dzień od śmierci. Przed wyprowadzeniem zwłok z domu przychodził śpiywok zw. przewodnikiem, który wygłaszał w imieniu zmarłej osoby pożegnanie z żoną – mężem, dziećmi, sąsiadami, znajomymi – nazywane egzortą. Przed zamknięciem trumny kropili zmarłego święconą wodą i żegnała go rodzina. Wieko nakładali mężczyźni niespokrewnieni z rodziną, bez użycia gwoździ, by zmarłemu nie utrudnić wyjścia z grobu w dniu ostatecznym. Trumnę wynosili nogami do przodu i trzykrotnie uderzali nią o próg, by zmarły nie straszył i nie wrócił do domu. Kładli ją na wóz zaprzężony w parę pożyczonych koni od obcej osoby. Nigdy nie zaprzęgano do wozu klaczy, bo jej potomstwo mogłoby nie przeżyć. W dniu pogrzebu palili słomę, ręczniki i prześcieradła na których leżał zmarły, bo powszechnie byli przekonani o jego złym wpływie na żyjących. Wóz po pogrzebie obracano kołami do góry, żeby śmierć weszła do ziemi. Orszak pogrzebowy szedł gościńcem wolno, żałobnicy śpiewali i modlili się, zatrzymywali się przy kapliczkach, krzyżach i figurkach świętych. Przed kościołem czekał ksiądz, by zmarłego wprowadzić do świątyni. Po nabożeństwie żałobnym kondukt przechodził na cmentarz i chowano zmarłego w ziemnym grobie. Przed włożeniem do grobu rodzina całowała trumnę, a pozostali dotykali ją ręką na znak, że nie mają urazy do zmarłego i wrzucali grudkę ziemi do grobu dla potwierdzenia że on wraca do ziemi, którą orał i obsiewał. Po pogrzebie w domu zmarłego był poczęstunek zw. stypą lub pogrzebówką z udziałem domowników, bliskiej rodziny i sąsiadów. Okres żałoby obowiązywał przez rok, a rodzina nie uczestniczyła w zabawach, weselach i spotkaniach towarzyskich. Bliscy członkowie rodziny nosili ciemne ubrania. Po śmierci dziecka nie odprawiano nabożeństwa żałobnego, tylko trumnę stawiano pod chórem, gdzie była pokropiona święconą wodą i odprowadzona na cmentarz przez najbliższą rodzinę. Pochówki samobójców wykonywali w niepoświęconej ziemi, za murami cmentarza, bez księdza, wcześnie rano, w obecności najbliższej rodziny.

     

    Bibliografia

  • Praca zbiorowa pod redakcją Katarzyny Ceklarz i Justyny Masłowiec, Kultura ludowa Górali Kliszczackich, Biblioteka Górska Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK, Tom 26, Kraków 2015.
  • Zadrożyńska Anna, Świętowanie polskie Przewodnik po tradycji, TWÓJ STYL, Warszawa 2002.


Opracowanie: Michalina Wojtas