s
Górale Nadpopradzcy

Górale Nadpopradzcy

Medycyna ludowa cz. 3

Oprócz czynności realnych funkcjonowały elementy religijno-magiczne oparte na przekonaniu, że można oddziaływać na człowieka i przyrodę poprzez odpowiedni system przyjętych praktyk: słów, znaków, czynności. W tym zakresie zachowała się niewielka ilość informacji gdyż były one chronione tajemnicą osób tym się zajmujących. Ponadto ludzie obawiali się tego typu wiedzy jako mającej związek z siłą nieczystą. Tu ważne były wskazania ilościowe na przykład liczba wykonywanych lub powtarzanych czynności: szczególnie 3 i 7 generalnie liczby nieparzyste. Miało to zastosowanie m.in. przy odczynianiu uroków. Kiedy dziecko nie chciało spać, darło sie próbowano stawiać diagnozę co się stało, zazwyczaj podejrzewano uroki a odczyniano je na różne sposoby – u dzieci np. - węgielki rzucali do wody jak posły na dno to uroki- 5, 3 węgielki zorzące do 3 razu; 3 łyżki wody w gornusku – przelywali jak wysły 4 łyzki to uroki (I.K.1934, Piwniczna). Ilość używanych węgielków określano na 3 lub 5 lub 9. Na uroki trzy razy się pluło po członkach, pocierało się nad oczami trzy razy.(I.K.1927, Piwniczna) Uroki – wody letnie do gornuska i ogień z drzewa i mów: Jak kobiyta to pod czepiec, jak chłop pod kapelus, panna pod warkoc, kawaler  pod cupryne – tak sie godało i cztery węgielki sie wrzucało i jak były uroki to jeden posed na spód a te pozostałe złostały. (choć były z jednakowego drzewa). Napij sie trzy razy i zeby posmaruwać coło, łocy i piersi trzy razy. Na świyrzb u Podstawskiego w aptyce robiuły maś  ratuwała ludzi; całe ciało sie smaruwało trzy dni i trza do cysta sie przebrać. (I.K.1928. Żegiestów)

Ostra i zakaźna choroba skóry – róża, leczona była za pomocą magii a mianowicie przez spalanie.[1] Róża – jak jes takie czerwone – jak my posły kopać, uderzyłam sobie, na drugi dzień obmyłam se nogi w potoku i z tego mi sie zrobiuła ta róża.  Spolanie róży. Rano przed wychodem słonka  robi sie kulecki ze lnu (tak sie skubie i delikatne sie robi) i robi sie trzy kępki po cztery, daje się na czerwoną smatke nolepi sukno, wełnę co się nie Poli (nie sztuczne). To się podpolo. Rano się mówi: Słońce wychodzi zza góry a ty Węzico różyco wychodź ze skóry. Ale najpierw się trzeba pomodlić do Matki Bożej Bolesnej i może być  Trzy razy Ojcze nasz, Trzy razy Zdrowaś i Trzy razy Chwała Ojcu . Matko Boża Bolesna módl się za nami, zachowaj nas od złego. To się modli przed i po. Późni kłade tą szmatke na to miejsce gdzie boli i kladzie się pierwszą kulkę żegno się” W Imie Ojca i Syna i Ducha świętego (bez Amen) i podpolo się to. Jak leci dym do gory to jes roża. Kładzie się jedno, kładzie się drugie i zaś się żegno. Wiecór się robi pięć kupek po cztery. Kładzie się i mówi: Słońce zaszło za góre a ty Węzico wychodź ze skóry. I rano się modli i wiecór. Spolo sie trzy razy . Ale jak dali jeszcze to się robi czerwone i swędzi i piecze to się jeszcze  jeszcze czworty roz robi (na trzeci dzień) - jest jeszcze to nawet dziewięć tych kupek.. Przy spalaniu róży: Bierze się kulki ze lnu rano trzy po cztery, w drugi dzień siedem po cztery. I tak sie podpolo. Jak sie spolo i jest małe to sie daje w jednem miejscu jak jest duże to na całem. Przewraco sie te smatke cerwono i zawijo sie to noge, zeby było ciepło.  Jak jes bardzo źle to mozno tyz modlić sie az po siedem razy Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, Kwała Ojcu (I.K.1936,Piwniczna). Według innej relacji: mama spolała róże – golki z lnu, 7 gałek przed zachodem słonka a rano przed wychodem przez 3 dni i sie modliło. (I.K.1947 Jarzębaki). Jeszcze inny sposób spalania róży. Jak spolali róże to nojpierw żegnali sie i spalali. Musiał być czerwony kawalek płótna to kładli na płótno.. Na góraf my przyszły patrze mama ma obłożoną noge, gromnica sie świyci. Pytom mamy co się stało. Widzisz tako rana, podniosła to płótno a tu róża. A łona z te gromnice: kap, kap, kap na szmate. Przyszły my za pore dni. Jak noga. Popatrz sie od grabanio jem przyszła (I.K.1927,Piwniczna). Jest też relacja, że róże spolali – kulki z kunopi podpolały;

Górale Nadpopradzcy
Akcesoria do spalania róży

Przykładem oddziaływania terapeutycznego poprzez magie może być leczenie występującego u niemowląt zakażenia jamy ustnej, czyli pleśniawki, zwanej na tych terenach najczęściej żabą  lub studzienicą (Beskid Sądecki i Wysoki) a objawiające się powstawaniem białych nalotów w śluzowce jamy ustnej, głównie na języku.[2] W okolicach Piwnicznej określane jako plugawka a w ten sposób były leczone też starsze dzieci. Sporo osób pamięta zażegnywanie plugawki w buzi – owrzodzenie, biołe pryszcze; ze 3 razy iś przed wychodem i po zachodzie (I.K.1934, Bziniaki): plugawke u małyf dzieci lycyli  ślinom końskom ale u dziopy z kobuły, u chodoka z konia; (inf. kobieta ur.1944, Łomnica) .Inny sposób to: plugawke siyrpem zazegnuwały;(bioły jezyk , łowrzodzony) baba wzioła siyrp do gnoja, łobtarła, wkładało sie do buzie, aby siegnąć języka (I.K.1947, Jarzębaki). W relacji kolejnej: tak łodcyniali plugawke na języku – ciotka kładła wędzidło łod konia do ust i sie modluła; ( I.K.1934, zam.Piwniczna). Zaś na Kokuszce dziecku w buzi pleśniawkę wycierało się czerwonym suknem i nosiło się ten kawałek czerwony „nad sur do wody”, tyłem do tej wody. Formuły wypowiadane to Plugawico raptawico idź w gnój i Słońce za góry, żaba za skóry. Inny sposób: Zazegnuwoł kosom, przyniós kose matka trzymała ręką dziecko musiało język wystawić i na koniec kosy na ten języcek puscoł wody po śpicu kosy, tyz sie modluły. Trzy razy Zdrowaś, Trzy razy Zdrowaś Mario, Trzy razy Kwała Ojcu (I.K.1927, Piwniczna). Leczenie plugawki przez zażegnywanie sierpem w przysiółku Trześniowy Groń relacjonowane przez informatorkę z 1903 roku opisuje Tylkowa: Przy zabiegu” czerwonym płatkiem sukienka ściera się języczek na zachód i wychód słonka do trzeciego  razu” a następnie trzykrotnie przesuwało się sierp w kierunku od dziecka do siebie mówiąc” sierpiku, sierpiku zebraleś z pola ozimie i jarzyne spędź plugawkę”.[3]

Odrębną grupę działań magicznych stanowiły sposoby tzw. odczyniania uroków, powodujących – jak już pisano – bardzo różne i poważne dolegliwości [4]. Można je było rozpoznać nie tylko po objawach ale i po tym, że: Jak przybywo bierze sie śklonke (wody) a 2 śklonki so to bedo uroki. A jakie były objawy uroków: Głowa straśnie boli, ni może na łocy patrzyć, strasnie niedobrze. Zaś sposoby leczenia: Przysed sąsiod, dziecko spało a łon mówi – Ale ta dziopa to ładno, Ona piany tocuła, sybko uroki robio, nic nie pumogo. Tata posed pod rynne pozbiyroł kamycki wrzucoł do wody, jak wrzucoł to ta woda wrzała. ( Tak nad niom). Powyciyroł łocy, żołądek i dosła do siebie. Tata som robiuł i to przesło. Pięć kamycków zeby nie było do pory (I.K.1936, Pola). Niektórzy nie bronili na dziecko popatrzyć, tylko później dziecku zlizywali uroki. Uroki robiono z węgla (węgiel z drzewa jodłowego) wloło sie zimno wode do kubka, pół szklonki, wrzucało sie łogarki jodłowe (licyło sie 7 wegli) jak posły na spód to były uroki, napiuło się ze 3 razy, obmyło po łocaf, po piersiaf i poza pięści; przez  ramie na dach sie wylywało. Jak sie węgle dawało to sie modliło Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, Pod Twoja Obrone. (I.K.1934,Bziniaki). Jeszcze inny sposób odczyniania podany przez tą samą informatorkę: Uroki – wody letnie do gornuska i ogień z drzewa i mów : Jak kobiyta to pod czepiec, jak chłop pod kapelus, panna pod warkoc, kawaler pod cupryne – tak sie godało i cztery węgielki sie wrzucało i jak były uroki to jeden posed na spód a te pozostałe złostały. (choć były z jednakowego drzewa). Napij sie trzy razy i zeby posmaruwać coło, łocy i piersi trzy razy.

Panowało przekonanie, że nie wolno buło zaspać uroków ani zjeś - bo trafiało sie ze jak jodł ktosi urzyk.(I.K.1932,Rytro). Z relacji tej samej osoby wynika, jednak, że :Na uroki musioł być węgiel z bukowego drewna. Na słabse uroki trza było popluć na ręke na cłonki i do trzek razy posmaruwać ponad łocy.

Dolegliwością trapiącą szczególnie dzieci były nocne leki – zrywanie się ze snu połączone z gwałtownym płaczem i zanoszeniem się, a nawet konwulsjami, co uważano za następstwo przestrachu dziecka. Chorobę tę określano nazwą () przelęk (Beskid Sądecki).[5] Nad dzieckiem gdy nie mogło spać, było niespokojne przelewało się wosk do trzech razy, nad wodą. Dziecko przykrywało sie pieluchą zeby go nie prysło tom wodom, tato rozgrzoł pszczeli wosk - to przelywało sie nad dzieckiem. (roztopiony w 1 misecce przelywało sie do trzech razy do drugie misecki z wodą) nad dzieckiem. Zmówiuło  sie paciorek np. Zdrowaś Mario (I.K.1934, Łomnica). Także gdy dziecko się przelęknie to trzeba klucz, wodę i gałązkę jodłową: leje sie wosk i wyjdzie cego sie wystrasyło. Jak dziecko śpi to nad niem – zeby nie widziało( I.M.1952, Głębokie). Nad przeląkniętem dzieckiem loć wosk do 9 –razu a nawet do 17 razu (I.K.1927,Piwniczna Zwór).

Gdy dziecko nie spało i płakało, to podejrzewano, że: Ftosi mu spanie ukrod – to sie chodziuło śtyry kąty, zbiyrało sie śmieci, łocy sie zamykało i musiało sie znalyź jakiego procha.„Co sukos?”-„Spanio”, „Komu?”,Małemu dziecku”. Jakzes znasła to musiałaś we śtyry kąty wejś ,dziecku pod poduske dać to co znalezione i miało spać (I.K. 1941, Kokuszka).

Ciekawym przykładem irracjonalnych poglądów medycznych dotyczących chorób skórnych są informacje na temat leczenia kołtuna, popularnej niegdyś dolegliwości nękającej mieszkańców wsi, której nie kojarzono z elementarnym brakiem higieny lecz z gośćcem, czyli reumatyzmem[6]. W Piwnicznej wierzono np., że najlepiej jest ścinać kołtun w pół roku po jego utworzeniu się, w pogodny piątek przed południem. Do ścinania używano nożyc, którymi strzyżono owce. Zabiegu musiała dokonywać albo wiejska specjalistka parająca się leczeniem tej dolegliwości, albo też doświadczona, starsza kobieta z rodziny chorego, która wiedziała w jakim kierunku ścinać włosy, na jakiej długości itp. Według uzyskanych informacji ścięte włosy należało natychmiast palić, by nie dostały się w niepowołane ręce. Wierzono bowiem, że włosy z kołtuna mogły służyć czarownicom do niektórych praktyk, powodujących choroby ludzi (inf. ur. 1898)[7].  Informatorka z Łomnicy ( ur. 1901 r.) podaje następujący sposób leczenia kołtuna: bierze się 9 wirsków (górnych części gałązek) rozmarynu i 9 barwinku i zrywa się tak, coby na polu nie było jednej chmurki i wiatru. Tak zerwane rośliny należy moczyć przez 9 dni w winie - aby 9 dni mokło we flaszce z winem. Po tym okresie chory powinien pić to lekarstwo 3 razy dziennie po łyżce stołowej.[8]

Jeszcze kilka innych irracjonalnych sposobów podanych przez informatorow: Na piegi zeby znikły trza iś do Potoka w Wielgiem Tyźniu (chyba w Wielki Piątek) i tam dzie nojwięcy szumi woda w potoku tom pianom sie umyć  (I.K.1932 Rytro) 1 marca w śniegu ale tem świyzem, marcowem śniegu co ostatnio spod - trza sie buło myć to krosty znikały i miało sie być zdrowem. Jak wole mieli ludzie to nosili czerwone korole, mówiono Wole idźcie w pole. Jak żmija ugryzła - to baca zacytuwoł; Trza chodzić bosso po rosie – jak sie nogi pociuły.

W lecznictwie ludowym wykorzystywano także rośliny, które uprzednio były poświęcone w kościele. Rośliny jako tzw. zioła święci się dwa razy w roku, a mianowicie w oktawę Bożego Ciała i w dniu Matki Boskiej Zielnej (15VIII). W pierwszym przypadku święci się je pod postacią wianków, w drugim zaś wiązanek zwanych na badanym terenie bukietami. W lecznictwie wykorzystuje się także akcesoria z innych świąt, jak palmy wielkanocne święcone w Niedzielę Palmową, jabłka święcone w dniu św. Błażeja, (3II), owies w dniu św. Szczepana[9]. W medycynie ludowej – zarówno w profilaktyce jak i terapii – zastosowanie posiada również woda święcona[10]. Wielokrotnie w wypowiedziach jest mowa o kropieniu, piciu, smarowaniu się wodą świeconą przy wielu chorobach. W wywiadach przeprowadzonych przez słuchaczy Studium Folklorystycznego w Nowym Sączu w roku 2012 , udostępnionych przez MCK SOKÓŁ czytamy: W wianku były różne zioła np.: boże drzewko, piołun, wrótycz, kopelnik, macierzanka, melisa. Wszytkie zioła zbierano do południa w ten sam dzień. Dodawano kwiaty żywe z ogródka takie jakie są dostępne. () Zioła zbierano pojedynczo lub we dwie, chłopy nie towarzyszyły w zbieraniu Święcono w kościele na procesji. Wianki przynoszono do domu i wieszano w kuchni daleko od pieca bo jak uschnie szybko to się pokruszy. Wianek nie mógł siedzieć do nastepnego roku. Jak został do nastepnego roku to palono i popiół dawano w takie miejsce gdzie nie chodzono bo to było świecone. Każdy się znał na ziołach to wiedzono które zioła są na jakie choroby i takie zbierano do wianków. Jak była jakaś burza to wieszano wianek pod dachem, lub jak była wielka woda to rzucano kilka ziół w wodę żeby woda nie zniszczyła nic i nie weszła do domu czy do stodoły. Wieńców dożynkowym w tym okresie nie święcono. Sąsiadowi moża pożyczyć ziele jak był w potrzebie, nie wolno dać ludziom co wierzą w gusła (I.K.1925, Kokuszka).

Górale Nadpopradzcy
Wianek oktawny

Inny wywiad z tego żródła dot. Łomnicy: Dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej nazywa się Świętem Matki Boskiej Zielnej. W tym dniu święciło się zioła ubrane w wiązankę i obecnie również u informatorki w domu święci się zioła w ten sposób. Bukiet nie posiadał i nie posiada obecnie żadnej specjalnej nazwy. W skład wiązanki wchodziły dawniej następujące składniki: kłosy owsa, żyta, koniczyna, kwiaty ogrodowe i z łąki, zioła (głównie lubczyk, wrotycz, kopalnik) oraz jabłko wbite na patyku w środku. Obecnie święci się podobne rośliny, jeśli jest do nich dostęp. Koniecznie w wiązance musiało się znaleźć niemłócone zboże. Nie istniały żadne zakazy dobierania roślin do bukietu. Bukiet związywano sznurkiem i zakładano kołnierz z jednokolorowej bibuły (nie było określonego koloru). Każdy robił bukiet w takiej wielkości i w takiej formie w jakiej chciał, dodawał kwiaty jakie miał w ogrodzie. Nie pożyczano kwiatów od sąsiadów, jeśli nie było danego w swoim ogrodzie. W kościele zioła święciła gospodyni. Ona również wcześniej je zbierała, gdyż jak powiedziała informatorka dzieciom ani mężczyznom się nie chciało. Zioła zbierało się w przeddzień święta po pracy podczas powrotu z pola. Gospodynie zbierały je pojedynczo, każda do swojego bukietu. Nie było żadnych zakazów dotyczących zbierania ziół. Przy zbieraniu raczej nic się nie śpiewało. Zioła zbierało się na niewykoszonych łąkach położonych przy drodze do domu. Bukiet układała gospodyni w niedzielę z rana. Wicie wianków u informatorki w domu oraz w regionie nie występowało. Ziele niosła gospodyni w ręce jabłkiem do góry. Święcenie odbywało się w czasie Mszy św. (ksiądz odmawiał modlitwę i kropił bukiety wodą święconą). Po powrocie do domu bukiet kładziono do wieczora na grzędzie kapusty, żeby się szybciej wysuszył do słońca, a później wieszano u powały na sznurku i trzymano go w domu w ten sposób przez cały rok, żeby chronił od piorunów. Jeśli bukiet przetrwał do następnego roku, to wieszano w jego miejsce nowy, a stary palono w piecu. Zioła miały właściwości magiczne. Gdy przychodziła burza urywało się trochę ziół i wrzucało do rozpalonego pieca. Miało to odgonić burzę. Nie było dawniej zakazu spożywania owoców około święta MB Zielnej. W święto to nie święciło się wieńców dożynkowych. Zwyczaj ten wszedł w życie dopiero w latach sześćdziesiątych. Nie pożyczało się święconego ziela, nawet gdy się już skończyło własne (I.K.1939, Łomnica). Jeden z informatorów (Mężczyzna ur. 1933 zam. Głębokie) na pytanie o wykorzystanie poświęconej palmy w celach zdrowotnych odpowiedział, że: Zna ten zwyczaj. Łykano bazie, by zapobiec chorobom gardła. Nie wypowiadano przy tym żadnych formułek. Nie sposób cytować wszystkich materiałów które jednak różnią się w szczegółach.

Górale Nadpopradzcy
Bukiet poświęcany na MB Zielną

Dolegliwości zwykle są dzielone na choroby wieku dziecięcego i dojrzałego. 

Jeszcze kilka uwag o tym jak próbowano sobie radzić z typowymi chorobami wieku dziecięcego: Na koklus, jak był kaszel to kozali iś do konia i zapach koński wdychać. (I.K. 1936, Piwniczna-Bziniaki). Potwierdza to kobieta z Młodowa: koklus – to do końskie stajnie (I.K. 1935, Młodów). Kobieta ze Śmigowskich uściśla, że dziecko należało okręcić ciepło i iść z nim do koniarni, koniecznie rano, żeby wdychało ten por (powietrze z wyziewami końskimi z całej nocy). Dawano też do wypicia herbatę z odrobiną psiego smalcu i alkoholu, jeśli dziecko nie mogło wypić, to nawet o tydzień dłużej chorowało. Na ospę matki wygrzewały, smarowały chorego. Na odrę dziecko kładziono na czerwonym wsypie poduszki a nawet przykrywano czymś czerwonym (np. pierzyną) to się choroba miała wseśni wysypać. Gdy dziecku wyleciał ząb to sie rzucało zęba na piec i trzeba było powiedzieć tak: Mos piecku drewniany a dej mi kościany ( I.K.1928 Piwniczna, zam. Żegiestów). Dzieciom dawali herbatki: na ból brzuska na wiatry – koperek, kminek. Krzywice nie lycyli – fto nie pilnuwoł to krzywe nogi miało, nie buło wopna.( I.K.1934 i 1936 Śmigowskie). Dużo rzadsze niż teraz były uczulenia, gdy się jednak zdarzyły to dawano pić kozie mleko albo kąpano dzieci w dzikim rumianku, to działało też przeciwzapalnie. Na żołądek jak dzieci choruwały trza przesmażyć kwaśną śmietanę z i nakładać na żołądek, nakładać pieluszke rozgrzaną jak był przeziombiony żołądek.

Wanda Łomnicka-Dulak

 


[1] D. Tylkowa, Medycyna ludowa w kulturze wsi Karpat Polskich: tradycja i współczesność, Wrocław 1989, s.71.

[2] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s.65.

[3] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s. 67.

[4] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s. 68-69.

[5] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s.70.

[6] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s.73-74.

[7] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s.74.

[8] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s.74.

[9] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s.77.

[10] D. Tylkowa, Medycyna ludowa... op. cit., s.78.