s
Górale Orawscy

Górale Orawscy

Obrzędy i Zwyczaje - cz. I

„Zwyczaj” jako kategoria podstawowa posiada najszerszy zakres pojęciowy i obejmuje także pojęcie „obrzędu” z tym, że operowanie kategorią „obrzęd” jest tym bardziej uzasadnione, im bardziej zachowania zwyczajowe nawiązują (w sposób bardziej lub mniej świadomy, czy też – jak to ma częstokroć miejsce obecnie – nawet podświadomy) do przesłanek o charakterze sakralno-wierzeniowym, bądź społeczno-prawnym.

„Obyczaj” można natomiast uznać w tym kontekście za pozainstytucjonalny system norm zachowania, uznawany przez daną społeczność i wartościowany przez nią w kategoriach moralnych. W świetle zebranych materiałów etnograficznych precyzyjne rozróżnianie „zwyczaju” od „obrzędu” nie jest możliwe, jakkolwiek operowanie jednym i drugim pojęciem wydaje się niezbędne i uzasadnione. W całej Polsce główny schemat obrzędowości ludowej ukształtowały te same dwa zasadnicze nurty: pierwotne kulty i towarzyszące im wierzenia, sięgające czasów pogańskich oraz chrześcijaństwo. Z czasem, kościelny rok liturgiczny oparty na tradycjach chrześcijańskich, wchłonął niejako ludowy rok obrzędowy, nasycając go własnymi treściami religijnymi, przystosowując jego pierwotny cykl, związany z przebiegiem roku słonecznego i następstwem pór roku, do rytmu roku kościelnego. Pozostała jednak wśród ludności wiejskiej na długie lata wiara w czary, uroki, działanie czarownic i czarowników, przypisując im niepowodzenia w gospodarce, choroby zwierząt i dolegliwości ludzi.
 

OBRZĘDY I ZWYCZAJE DOROCZNE

  • Adwent
    U górali orawskich to także okres wyciszenia, bez muzyki, zabaw, wesołych śpiewów, które towarzyszyły im w codziennym życiu. Do końca XIX wieku w Adwent obowiązywał górali surowy post, nie jedli mięsa i nie używali tłuszczu do maszczenia potraw, a nawet nie pili mleka, które było tylko dla dzieci. Kobiety ubierały się w ciemne stroje, jak na żałobę. Wieczorami po domach schodziły się kobiety i dziewczęta na wspólne prace: łuskanie grochu i fasoli, przędzenie, skubanie pierza, haftowanie, szycie i inne prace, przy których opowiadały baśnie, historie o duchach zmarłych i demonach, śpiewały pieśni adwentowe i przekazywały sobie wieści ze wsi i okolicy.
     
  • Św. Mikołaja Biskupa (6. XII.)
    Orawiacy uważali Św. Mikołaja za władcę wilków, które jeszcze na początku XX wieku, były ogromnym zagrożeniem dla ich trzód. Modlili się do niego, prosząc o opiekę; Święty Mikołaju, patronie dobytku, uchroń ze nas, uchroń od wselakiego ubytku., i codziennie rano na hali po pacierzu ją odmawiali. Bacowie na halach w tym dniu pościli, a kobiety nie motały wełny, żeby wilki nie zamotały się na hali. Wierzyli też, że w nocy daleko od osad ludzi, św. Mikołaj spotyka się ze wszystkimi wilkami, które muszą się przed nim rozliczyć ze swoich uczynków. Karci te, które wyrządzały krzywdę sierotom, wdowom i biedakom i wskazywał komu mogą pożreć owce lub bydło w nadchodzącym roku. Wilki nie tyko były rozliczane, ale same św. Mikołajowi skarżyły się na ludzi, na ich okrucieństwo i chciwość.
     
  • Św. Łucji (13. XII.)
    Wigilia i dzień św. Łucji był uważany za okres działania wszelakich złych mocy i czarownic, które nazywano bosorki, strzigi. Ludzie wierzyli w te opowieści i przekazywali pokoleniom, że te czarownice szkodziły ludziom z potrzeby czynienia zła, jak odbieranie krowom mleka przez porywanie w nocy z zagród jakiejś rzeczy np. sierści, mchu ze ściany domu lub obory, gospodarskiego sprzętu lub czegoś co służyło do przetwórstwa mleka i jako czary (zawiniątko w szmatce)podrzucały do innych zagród. Zbierały też do czarowania kości zwierząt i ludzi, drewno z trumien,  ziemię z grobów i odpowiednie zioła. Aby się od tego uchronić, gospodarze w wigilię św. Agaty nie tylko pilnowali swoich domostw, ale okadzali bydło ziołami poświęconymi w M. Boską Zielną, kreślili krzyże na odrzwiach budynków kredą poświęconą w Św. Trzech Króli i przestrzegano zakazu, by w dzień św. Łucji nikomu niczego z domu nie pożyczać i nie dawać. Dla rozpoznania wśród kobiet, która jest czarownicą, na Orawie niektórzy gospodarze przez wszystkie dni od Łucji do B. Narodzenia robili stołek, dzięki któremu wykrywali czarownice. (dowiedz się o szczegółach na str. 271 w publikacji Kultura ludowa Górali Orawskich). W dzień św. Łucji wróżono też na pogodę na następny rok, co miało znaczenie dla powodzenia w gospodarce agrarnej i życiu rodzinnym. Znaczono sobie pogodę każdego dnia do B. Narodzenia, było to wskazówką na każdy miesiąc następnego roku. Była i taka wróżba, że gospodarz każdego kolejnego dnia zacinał siekierą korę na świerku i od ilości wypływającej żywicy i soku wnioskował, jaka będzie pogoda w poszczególnych miesiącach przyszłego roku – czy miesiąc suchy czy deszczowy.
     
  • Św. Tomasza (21. XII.)
    Na Toma – siedź doma, to było święto lasu, a św. Tomasza Orawiacy uważali za patrona wszystkich prac leśnych wykonywanych przez ludzi. Nie wolno było wykonywać żadnych prac w lenie i w domu, nic nie robić z drewnem. Dzień ten przez górali uważany był za najkrótszy w roku, i na podstawie pogody tego dnia wróżono przyszłość, jaka czeka ludzi w następnym roku. Jeśli w tym dniu: niebo zachmurzone – to będzie duży zbiór plonów i krowy dadzą dużo mleka, jeśli mgła na górach – będą liczne zgony starszych ludzi, a jeśli mgła nad wsią – zgony młodych, jasno świecący księżyc – przyniesie nieurodzaj, rozgwieżdżone niebo - duży rozród zwierząt i obfitość trawy ale i rozmnażanie się wszelakiego robactwa. Wykonywano też wróżby z opalanego twardego drzewa na dobrą kondycję zwierząt, a gospodynie przed świtem zbierały trzoski i wkładały je do gniazd, żeby kury przez cały rok znosiły jaja. Urządzano też w tym dniu świniobicie, bo to wróżyło dobry chów i rozmnażanie się trzody chlewnej.
     
  • Wigilia Bożego Narodzenia (24. XII.)
    Wszystkie wierzenia, symbole, zakazy i nakazy tego wyjątkowego dnia odnosiły się dawniej, do całorocznej pomyślności w gospodarce rolno-hodowlanej oraz w życiu rodzinno-domowym i osobistym w następnym roku. Powszechnie powtarzano „Jaka wigilia – taki cały rok”. Aby zapewnić pomyślność, pracowitość i zgodę w rodzinie, każdy z jej członków powinien w wigilię wszystko wykonywać w pogodnym nastroju, robić wszystko jak należy, by w nowym roku tak samo te prace wykonywać dobrze. Dzieci musiały być grzeczne i posłuszne, nie mogły płakać, bo jeżeli w Wigilie zasłużyły na „baty”, podobna kara spotykałaby je przez cały następny rok.  Gospodarz przed świtem okadzał krowy święconym zielem by uchronić je przed czarami, a idąc do budynków inwentarskich musiał ubierać się ciepło i grubo, żeby bydło przez cały rok chowało się zdrowo i było tłuste. Gospodyni, obierając ziemniaki na wieczerzę, pierwsze trzy znaczyła i kładła je na listwie, leżały do wiosny i gdy pierwszy puścił kiełki, był to znak na sadzenie ziemniaków, a jak trzeci, to już było za późno. Powszechnie przestrzegano zakazu pożyczania czegokolwiek w obawie, by z pożyczoną rzeczą nie wydać szczęścia z domu i aby pożyczona rzecz nie posłużyła do czarów. Pilnowano, by w tym dniu do domu wszedł pierwszy mężczyzna, bo to wróżyło szczęście, gdyż wejście pierwszej kobiety uważane było za zły znak. Dawniej wg tradycji, gospodyni piekła tyle bochenków chleba ile było domowników oraz jeden mały dla duszyczek. Do każdego wkładała ząbek czosnku i jeśli po upieczeniu czosnek sczerniał – wróżyło to chorobę lub śmierć osoby dla której ten chleb był przeznaczony. Przed włożeniem chleba do pieca, gospodyni uderzała w powałę łopatą, mówiąc zaklęcie: Gody, gody, nowy rok, niek tak be przez cały rok. Miało to zapewnić dostatek pożywienia. Nieodzownym elementem Świąt Bożego Narodzenia był podłażnik – wierzchołek jodły, przynoszony z lasu przez gospodarza lub najstarszego syna, wieszany u powały, ubierany jabłkami, orzechami i światami wyk. z opłatków. Choinka czyli stromek na Orawę dotarła dopiero w połowie XX wieku. Podłaźnik był trzymany w izbie do Trzech Króli, przechowywany do następnego roku i palony dopiero przed wniesieniem do domu nowego. W dawniejszych czasach wieszano drugi podłaźnik, który po wieczerzy gospodarz wynosił na gnój, by dodawał uprawom siły wegetacyjnej. Wieczerzę spożywano w świetlicy (paradnej izbie) tylko z rodziną, ale bywało, że bogatsi gospodarze na ten obiad zapraszali ludzi z biedniejszych rodzin. Izbę specjalnie przystrajano gałązkami jedliny i papierowymi kwiatkami. W kącie stawiano niemłócony snopek zboża, który stał też do Trzech Króli, potem go młócono i ziarno z niego dodawano do zboża na siew.
     
  • Stół wigilijny 
    Wymagał specjalnego przygotowania. Rozścielano na nim siano, na nim kładli ziarna zbóż, pieniądze (żeby trzymały się cały rok.), orzechy i nawet jabłka, nakrywano go płachtą siewną lub lnianym prześcieradłem. Na środek stołu kładli bochen chleba, mód i miski z potrawami. Uważano, by łyżek było tyle ile osób przy stole. Położenie o jedną mniej – wróżyło śmierć w rodzinie, o jedną więcej – nowego potomka. Nogi stołu okręcano łańcuchem co miało sprawić, by cała rodzina trzymała się razem tak, jak ogniwa łańcucha i trzymali na nim nogi, by ich nie bolały.  Koło stołu stawiano koszyk z sianem i ziemniakami – dla dobrych plonów.
     
  • Wieczerza wigilijna 
    Zwana obiadem, to najważniejszy moment dnia wigilijnego posiadająca charakter uroczystej uczty obrzędowej. Pierwsza gwiazdka na niebie była znakiem do rozpoczęcia wieczerzy. Gdy wszyscy zebrali się wokół stołu, gospodarz szedł do stajni, zanosił gałązkę jedliny, wbijał ją w powałę, dawał siano zwierzętom i składał im życzenia, po czym wchodził do izby z miarką zboża, które rozsypywał po niej i składał wszystkim życzenia, odmawiali pacierz, dziękowali Bogu za przeżyty rok i prosili o nowy szczęśliwy, łamali się opłatkiem (dawniej chlebem) maczanym w miodzie i zasiadali do stołu. Przed pierwszą potrawą gospodarz przygotowywał wieczerze dla wilka – łyżkę grochu i innej potrawy stawiał na oknie i mówił: Wilku, wilku, chodź do grochu! Jak nie przyjdziesz do grochu, to nie przychodź do Nowego Roku – miało to być zabezpieczeniem dobytku przed dzikimi zwierzętami. Po tym spożywano potrawy sporządzane z płodów rolnych uprawianych w gospodarstwie i zbieranych w lesie: kapusta zasmażana z całą rzepą czyli ziemniakiem omaszczonym masłem, smażone grzybki z ziemniakami, bób na sucho, rzezańce z makiem, groch z polewką, borzc (burak) ćwiklany z rzepom, chałuski ze śliwami, kaszę jęczmienną, a w okresie międzywojennym ryż, smażoną lub pieczoną rybę i drożdżowe ciasta z serem. Do czasów ostatniej wojny potrawy wigilijne spożywano ze wspólnej miski i nie rozmawiano podczas wieczerzy. Pozostałe opłatki umaczane w miodzie gospodarz wkładał do piętki chleba – kroj, dokładał czosnek i przykrywał ośródką. Leżało to na stole przez całe święta, potem chowano do komory i trzymano do wiosny, następnie dzielono na połowy, jedną wkładano pod pierwszą skibę przy pierwszej orce, a drugą wykorzystywano w ciągu roku jako lekarstwo na różne dolegliwości. W Jabłonce i okolicy był zwyczaj, że gospodarz palcem umaczanym w pozostałym miodzie każdemu znaczył krzyż na czole, a gospodyni smarowała głowy gęsiom, by je gąsior czubił. Resztki potraw z opłatkiem gospodarze zanosili zwierzętom domowym przede wszystkim krowom, wołam i owcom. Pozostały bób suszyli i tarli na mąkę, która służyła jako zasypka dla dzieci na boloki tworzące się na ich buziach. Resztę wieczoru wigilijnego w oczekiwaniu na pasterkę domownicy spędzali przy śpiewaniu kolęd i słuchaniu opowieści starszych ludzi o dziwach wigilijnej nocy. Sama wieczerza była wróżbą: komu upadła łyżka – to było wróżbą jego choroby a nawet śmierci, to samo dotyczyło zgaśnięcia świecy podczas posiłku. Panny obiegały dom trzy razy, by w najbliższych trzech latach wyjść za mąż, a kawalerowie przychodzili na podłay do panien wobec których mieli poważne zamiary. W noc wigilijną myto się w rzekach lub potokach dla ochrony przed chorobami i z tego też powodu o północy, kiedy biły dzwony kościelne wyprowadzano bydło ze stajni by je napoić, bo wierzono że wtedy woda ma cudowną moc. Zabezpieczano też stajnie i zagrodę przed działaniem czarownic tak, jak w św. Łucję. Wszyscy na pasterkę szli gromadnie, w domu zostawali niedołężni starcy i matki z małymi dziećmi, ale przed wyjściem jedli czosnek na zdrowie i smarowali nim stopy, by ich nie bolały. Do początków XX w. po powrocie z pasterki nie rozścielano łózek, wszyscy kładli się spać na podłodze wyścielanej słomą lub grochowiną i przykrytą płachtą, na pamiątkę warunków w jakich urodził się Pan Jezus.
     
  • Boże Narodzenie (25. XII.)
    Gody, Godnie Świynta. Boże Narodzenie było przez górali obchodzone bardzo uroczyście, jako wielkie święto kościelne. Silna pod tym względem presja obyczajowa powodowała, że łamanie tradycyjnych norm i wzorów zachowań, spotykało się z dezaprobatą społeczną. Dawniej obowiązywało dużo zwyczajowych zakazów i nakazów określających sposób bycia. Nie wolno było: wykonywać żadnej pracy, sprzątania i zamiatania izby, obierania ziemniaków, rąbania drzewa na opał, gotowania, a nawet ścielenia łóżek, brać do ręki miotły i ostrych narzędzi – bo domy odwiedzały dusze zmarłych domowników i nie należało im przeszkadzać. Nie wolno było: dotykać nawet słomy - bo dojrzałe zboże mogłoby się zapalić, dotykać runa owiec i sierści bydła – bo chorowałoby na parchy. Nie chodzili w odwiedziny i nie przyjmowali gości, spędzali cały dzień we własnym gronie rodzinnym, śpiewali kolędy i modlili się. Wolno było tylko nakarmić zwierzęta domowe, ale już usuwanie obornika spod nich było zabronione. Jedzono odgrzewane jedzenie przygotowywane przed świętem. Wierzyli, że kto pierwszy wróci z kościoła do domu, ten pierwszy ukończy siew i każdą pracę wykona dobrze.
     
  • Św. Szczepana (26. XII.) Na Orawie -  św. Stefana. 
    Wczesnym rankiem o świcie, gospodarz obsypywał dom owsem – na szczęście i dostatek. Podczas mszy święcili owies, a po niej obsypywali się nie tylko nim, ale też grochem i bobem. Owies był przechowywany w sąsieku i mieszany z ziarnem siewnym na urodzaj. Po mszy rozpoczynały się wzajemne odwiedziny w kręgu rodzinnym i sąsiedzkim, na których składano sobie wzajemnie życzenia pomyślności w domu i w zagrodzie, śpiewano kolędy i biesiadowano do wieczora. Podłaźnicy kawalerowie dopiero po południu odwiedzali te domy, w których były panny na wydaniu i wobec których mieli zamiary matrymonialne - mówili: idziemy na podłazy podsuć panny, czyli obsypać owsem. Wieczorem po domach zaczynali chodzić kolędnicy.
     
  • Św. Sylwestra (31. XII.) – W tym dniu nic szczególnego nie działo się we wsiach, pilnowano tylko, by w dniu tym nie zaczynać żadnych prac, bo by się ich nigdy nie skończyło. Natomiast wszyscy mieszkańcy szli na wieczorne nabożeństwo podziękować Bogu za miniony rok modląc się o błogosławieństwa na następny, bo wierzyli i powtarzali – kto z Bogiem nie skończy i z Bogiem nie zacznie, nie będzie mu się wiodło.
     
  • Nowy Rok (1. I.) – Powszechnym zwyczajem w obrzędowości Górali, były noworoczne odwiedziny przez dzieci swoich chrzestnych, składały im życzenia, za co otrzymywały kukiełki – specjalnie przygotowywane dla nich, w których włożone były monety.
     
  • Św. Trzech Króli – Objawienie Pańskie (6. I.) - kończy okres Godnich Świąt. Do tradycji należało w tym dniu poświęcić na mszy wodę, kredę, kadzidło (jałowiec), mirrę (żywicę), złote i srebrne przedmioty, przede wszystkim monety, które jako akcesoria obrzędowe należały do sfery sacrum i w kulturze ludowej były używane do zwyczajowych praktyk o charakterze apotropeicznym. Najważniejsza była woda trzejkrólowa, gdyż – jak mówiono – służy ona do wszystkiego. Kredą, gospodarze kreślili znaki ochronne (+ lub o) nad drzwiami szopy przed pierwszym wiosennym wypasem.
     
  • Grupy kolędnicze i świąteczne widowiska obrzędowe - U Górali Orawskich zwyczaje kolędnicze były jeszcze bardzo żywe w latach osiemdziesiątych XX w. Kolędnicy – wyłącznie chłopcy zgodnie z tradycją, młodzi parobkowie, chodzili po domach od Wigilii do Trzech Króli składali wierszowane życzenia i śpiewali kolędy. Były to grupy : z kulą, z kozą lub z turoniem, z szopką betlejemską lalkową oraz przebierańcy przedstawiające okolicznościowe widowisko obrzędowe. Czasem niektórym grupom towarzyszyła muzyka. O tych grupach można więcej się dowiedzieć, na s. 282-284 w publikacji Kultura Ludowa Górali Orawskich, Kraków 2011.
     
  • Św. Matki Boskiej Gromnicznej - Ofiarowanie Pańskie - (2 II.) – Na Orawie mówili; Gromnicna, Gromnice 
    W tym dniu święcono świece, które musiały być wykonane z czystego wosku, owijane w białą chusteczkę lub biały papier, przystrojone mirtem, białą lub niebieską wstążką. Święciły je kobiety, które mieszkając blisko kościoła, starały donieść palącą się gromnicę do domu, gdyż zgaśnięcie jej po drodze wróżyło nieszczęście lub nawet śmierć wśród najbliższych. Ci co mieszkali daleko od kościoła, po poświęceniu gasili świece i ponownie zapalali po powrocie do domu, ponieważ powszechnym zwyczajem było wypalanie gromnicą krzyża na tragarzu (belce stropowej), dla ochrony przed piorunem i na  odrzwiach stajni dla ochrony zwierząt przed strzygami. Także z palącą się gromnicą gospodarze obchodzili dookoła każdą krowę, by im czarownice nie odbierały mleka. Zapalali gromnicę podczas burzy, stawiając ją na oknie dla ochrony przed piorunem, z palącą się gromnicą gospodarze wychodzili przed dom, by odwrócić niszczące działanie żywiołów, dawali do ręki gromnicę umierającemu człowiekowi i wierzyli, że kto umrze w ten dzień, jego dusza idzie prosto do nieba prowadzona przez Maryję, która światłem gromnicy odpędza wszelkie zło. Gromnicę owijali w szmatkę lnianą i kładli za święte obrazy lub chowali do skrzyni.
     
  • Św. Błażeja (3. II.)
    Podczas mszy w kościele górale święcili jabłka, które były lekarstwem na ból gardła. Poświęcone jabłko podawano też bydłu gdy się zadławiło.
     
  • Św. Agaty (5. II.)
    Ludzie święcili chleb, sól i wodę wierząc, że każda ta poświęcona rzecz ma wyjątkową moc. Sól wrzucona do studni, zapewni czystą wodę, wrzucona do ognia od pioruna – ugasi go, wyniesiona przed dom – zmieni kierunek wiatru podczas wichury.
     
  • Okres mięsopustu /karnawału/ - Zapusty i ostatki
    Był najweselszym okresem w życiu wsi, a szczególnie jego zakończenie, od tłustego czwartku do Środy Popielcowej nazywanej na Orawie Śkaredno Środa, nosił nazwę; zapustów, ostatków, mięsopustu lub fasiągów. Była to pora wesołych zabaw i uciech, spożywania tłustego jedzenia przed zbliżającym się Wielkim Postem. W sobotnie wieczory kobiety i dziewczęta uczestniczyły w ramach pomocy sąsiedzkiej, np. darciu pierza, co z reguły kończyło się gościną i zabawą z tańcami przy muzyce. Najwięcej zabaw i spotkań towarzyskich było w ostatnie trzy dni przed Środą Popielcową w karczmach i gospodach. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku schodziły się do karczmy kobiety zamężne i bez udziału światków – panien i mężczyzn - organizowały zabawę z obrzędowymi tańcami wywodzące się z prastarej magii - na urodzaj, na dobry chów,przywołujące siły wegetacyjne w zbliżającej się wiośnie, które miały wpływ na obfite plony, dostatek jedzenia i wszelką pomyślność w gospodarstwie. Natomiast gospodarze schodzili się oddzielnie w karczmie przy kieliszku i omawiali tzw. sprzonke, czyli ustalali kto, komu i kiedy będzie pomagał przy oraniu. Był zwyczaj obnoszenia po wsi garnka z postnym żurem, który był głównym pożywieniem w czasie postu. Przestrzegano jednak, by śpiewy, tańce, picie wódki kończyło się o północy z wtorku na środę.
     
  • Wielki Post (data ruchoma)
    To podobnie jak Adwent okres wyciszenia, powagi i postu, ale bardziej wymagający wielu wyrzeczeń przez różne obowiązujące zwyczaje. Gospodynie szorowały a nawet wypalały w ogniu rondle i garnki, by na nich nie została odrobina tłuszczu, którego nie wolno było używać, jedynie czasem olej lniany, a w bogatszych gospodarstwach masło. Dawniej w tym okresie; nie śpiewali świeckich pieśni, usuwali barwne kwiaty zdobiące święte obrazy w domach, zasłaniali lustra, chowali haftowane poduszki i kolorowe serwetki, kobiety ubierały się w skromne ciemne stroje. Śpiewali natomiast pieśni wielko- postne, modlili się rozpatrując Mękę Pańską i oczekiwali na Zmartwychwstanie. Głównym jedzeniem był postny żur, jałowa kwaśnica z ziemniakami, kasza, gotowany bób, postne ziemniaki. Nie spożywano mięsa, wyjątkiem czasem była niedziela. Na Orawie podczas Wielkiego Postu w tzw. Białą Niedzielę, Czarną Niedzielę lub Śmiertną (Półpoście) do niedawna był stary zwyczaj obnoszenia po wsi Śmiertki, Śmiertecki – kukły ze słomy umieszczonej na kiju i rusztowaniu w kształcie krzyża lub ubranej w stare szmaty kobiece, niekiedy z kosą w ręce. Nosiły ją dziewczęta ubrane na biało, odwiedzały kolejno zagrody i recytowały lub śpiewały pieśni o śmierci i męce Chrystusa, za co od gospodarzy otrzymywały datki – podobnie jak kolędnicy. Wieczorem, poza granicą wsi, kukłę topiły w rzece lub paliły, po czym biegiem wracały do domów uważając by się nie przewrócić, bo to wróżyło śmiercią. Był też zwyczaj ważenia żuru, który był żartem i uciechą dla zebranych. Zmieszany żur z popiołem w garnku wieszano na gałęzi i w określonym momencie, zawartość wylewała się na stojącego pod drzewem.
     
  • Zwiastowanie Pańskie (23. III.)
    Nazywane przez Orawiaków dniem Matki Bożej Roztwornej lub Ożywionej, przypadającym na początek wiosny, kiedy wszystkie pąki otwierają się i zamieniają na kwiaty. Był to dzień przepowiadania pogody: mgły zapowiadały wiosenną powódź, ilość pogodnych dni przed Zwiastowaniem, wróżyło tyle samo dni deszczowych i zimnych, jaka pogoda na Zwiastowanie, taka i na Wielkanoc. Gospodynie wiedziały, że jest to najbardziej odpowiedni dzień, na sadzenie kapusty. Pojawienie się w tym dniu pszczół i żab, zapowiadało mokrą wiosnę.
     
  • Niedziela Palmowa (data ruchoma)
    Nazywana Kwietną rozpoczynała Wielki Tydzień. Wszyscy mieszkańcy wsi święcili palmy zwane tu kycickami. Były to niewielkie wiązanki wierzbowych gałązek z baziami i gałązką jałowca do których przyczepiali lub oplatali ją biczem do wganiania bydła, robionym przez chłopców, posiadającym dobrą moc podczas pasienia. Zaraz po poświęceniu i wyjściu z kościoła ludzie połykali po kilka bazi, by przez cały rok nie chorować na gardło. Poświęconą kycicke umieszczali w rożnych miejscach: za tragarzem, nad drzwiami, za świętymi obrazami w izbie, pod okapem dachu, w budynkach gospodarczych – by strzegły przed czarami i piorunami oraz uderzali nią bydło przed pierwszym wypędzeniem na pastwisko. Dokładali też kawałki kycicki do święconych ziół, którymi okadzali ludzi i zwierzęta domowe, jeśli ich choroba – jak sądzili – była wynikiem uroków i czarów. Zwyczaj robienia wysokich palm, zdobionych bibułkowymi kwiatkami i wstążkami, przeniósł się na Orawę, dopiero w ostatnich latach XX wieku.
     
  • Wielki Tydzień (data ruchoma)
    Związane z nim zwyczaje, były różne wśród górali. Na Orawie w Wielki Czwartek palili Judasza – kukłę zrobioną ze słomy, szmat i starej odzieży. Przy śpiewie, okrzykach i hałasie drewnianych kołatek, chłopcy i młodzi parobkowie wykonywali egzekucję Judasza od zrzucenia kukły z wieży kościelnej lub dzwonnicy, spod kościoła lub spod kapliczki, wlekli ją przez wieś na kamieniec i bili kijami, obiegali z nią dookoła rozpalonego ogniska i wrzucali w płomień, po czym pośpiesznie z krzykiem uciekali do swoich domów, z zakazem oglądania się za siebie, bo diabły przy ognisku wyczyniały różne harce, co mogło spowodować pomieszanie zmysłów. Od W. Czwartku do Wielkanocy po wsiach biegali chłopcy z kołatkami, zastępując dzwony kościelne i dzwonki ministrantów oraz dla odpędzania demonów i złych duchów. Wielki Piątek – Górale zachowywali ścisły post, a niektórzy nawet w ogóle nic nie jedli i nie pili, nie pracowali w polu, nie wykonywali żadnych prac gospodarskich poza karmieniem zwierząt domowych. Wielki Piątek i noc z W. Piątku na W. Sobotę były bardzo bogate w różne wierzenia, zwyczaje i przestrogi dotyczące codziennego życia ludzi, sprzyjające też działaniu złych mocy, a także ważne w postępowaniu zabezpieczającym przed czarami. Gospodarze pilnowali zagród, oglądali zakamarki by sprawdzić czy czarownice nie podrzuciły np. sierści, która sprawiłaby odebranie krowom mleka. Tradycyjna wielkopiątkowa kąpiel oczyszczająca zupełnie zanikła, tylko starsze osoby jeszcze czasem to czynią. A dawniej, wszyscy w nocy z czwartku na piątek przed wschodem słońca myli twarz i ręce w potokach lub w przyniesionej ze źródła zimnej wodzie i wypowiadali zaklęcie: Wodzicko cysta, omyłaś Pana Jezusa Krysta, omywos brzyska, korzynie, omyj ze mnie grzysne stworzenie. Miało to im zapewnić zdrowie na cały rok. Kąpali też w potokach konie, by miały dużo siły do pracy i były zdrowe. Gospodynie ubrane w same koszule, w nocy robiły masło jako leczniczą maść dla bydła, przechowywaną do następnej Wielkanocy. Bacowie w nocy odwiedzali cmentarze nago, by zebrać ziemię z mogił, drzazgi z trumien i kości, które później używali do magicznych zabiegów podczas wypasu owiec. Wielka |Wielgo| Sobota nazywana Białą – Gospodynie z córkami (jeśli były) kończyły porządki domowe, przygotowywały jedzenie na święta i pokarmy do poświęcenia. W lnianą płachtę, do koszyka lub kobiałki przybranej gałązkami barwinka, układali tradycyjne pokarmy: pieczywo, słodkie ciasto – głównie kołacze, ugotowany kawałek mięsa, kiełbasę, słoninę, chrzan, sól,  baranka z ciasta – dawniej zrobionego z masła lub z owczego sera, małe oscypki, ser krowi, wodę w butelce oraz jajka barwione w łupinach cebuli i nieśli do poświęcenia. Ze święconym wracali szybko do domu, żeby zboże szybko dojrzewało w polu i stawiano je na stole nakrytym łoktuską. W dalekiej przeszłości w Wielką Sobotę wygaszali ogień w piecu i wyrzucali popiół, ponieważ chłopcy przynosili poświęcony nowy ogień, zabrany z paleniska podczas ceremonii święcenia ognia przy kościele. Był zwyczaj praktykowany przez orawskich myśliwych, którzy ukradkiem skubali troszkę frędzli z chorągwi kościelnych, które przyczepiali do strzelb dla powodzenia w polowaniu.
     
  • Wielkanoc
    Wielkie święto kościelne i święto rodzinne. Na rezurekcję szli wszyscy, nawet zabierali niemowlęta, bo wierzyli że kto nie będzie w tym dniu na mszy, będzie choro-wał przez cały rok. Zazwyczaj po mszy zasiadali do wspólnego śniadania i spożywali potrawy poświęcone w Wielką Sobotę. Rozpoczynali od chrzanu rozdawanego w kolejności; gospodarz i gospodyni, dzieci i służba, następnie dzielili się jajkiem i składali sobie życzenia. Tradycyjną potrawą spożywaną na ciepło była chrzanówka, przygotowana z chrzanu, jajek, słoniny, i kiełbasy zalana kwaśnicą. Przed wielkanocnym obiadem kurom dawali ziarno z obręczy – by dobrze niosły i nie były nawiedzane przez jastrzębie, a bydłu do pyska wkładali kawałek święconego chleba z chrzanem dla zdrowia i odporności na czary.
     
  • Poniedziałek Wielkanocny - Śmigurzt
    Dawniej był zwyczaj, że o świcie po domach chodzili chłopcy z bardzo dużymi kijami, mocno nimi stukając, wypowiadali dowcipne wierszowane recytacje, przymawiając się o obfite obdarowanie, które otrzymywali od gospodarzy. Jeden kij darowali gospodarzowi, którym wypędzali pierwszy raz bydło na pastwisko. Wszyscy młodzi przez cały dzień oblewali się wodą. Kawalerowie urządzali pannom szczególne oblewanie wodą, najwięcej tym, które miały wśród nich powodzenie, Mimo że panny chowały się przed nimi, złapaną dziewczynę wrzucali do wody nawet do potoku lub wsadzali do koryta napełnionego wodą przy studni i jeszcze polewali zimną wodą z wiadra.
     
  • Św. Wojciecha (23. IV.)
    Od dawien dawna w regionach górskich, także na Orawie był zwyczaj, że po św. Wojciechu bacowie z owcami i wołami, wychodzili na hale – tu nazywany wygonką na sezonowy wypasBacę wybierali mieszkańcy wsi w głosowaniu na wiejskim zebraniu. Przed wyjściem owiec ze wsi, dawano im do polizania święconą sól, by odpędzić zło podczas wypasu i zapewnić stadu powodzenie. Był to jeden ze zwyczajów w obrzędowości pasterskiej, ponieważ dzień św. Wojciecha i jego wigilia były w niej szczególnymi dniami, przez wiarę pasterzy w działanie złych mocy, szczególnie czarownic odbierających krowom mleko. (O tej obrzędowości pasterskiej można więcej się dowiedzieć na str. 105-106 w publikacji Kultura Ludowa Górali Orawskich, wyd. Kraków 2011). Opowiadali, że czarownice w nocy chodziły nago miedzą pastwiska właściciela krów, ciągnęły po rosie powązki (szmatki do cedzenia mleka) wypowiadając specjalne zaklęcie, co powodowało u tego stada utratę mleka. Wróżono też w tym dniu na pogodę; deszczowy dzień – obfitość mleka, mglisty dzień – duża ilość śmietany.
     
  • Majowe nabożeństwo
    Odprawiane dawniej przy przydrożnych kapliczkach, przez całe rodziny w miesiącu maju, do współczesnych czasów, w których obecnie biorą udział osoby starsze i dzieci. Na tę okoliczność kapliczki były odnawiane i strojone choinkami, żywymi i papierowymi kwiatami wykonywanymi z bibuły przez wiejskie kobiety i dziewczęta.
     
  • Zielone Święta – Zesłanie Ducha Świętego (data ruchoma)
    Nazywane przez górali Świontki Na Orawie nie było zwyczaju majenia domów i obejść z okazji tego święta. Nie była też znana nazwa Sobótki. Natomiast wieczorem w całym regionie, przede wszystkim młodzież paliła ogniska zw. paleniem ducha, przez które skakali chłopcy dla zabezpieczenia się przed bólem nóg oraz biegali z krzykami wokół ogniska z palącymi się na wysokich kijach kadłubami – wcześniej przygotowanymi, zrobionymi z korzenia, napełnianymi smołą, okręcanymi  żytnią słomą – co miało uchronić zboże przed zniszczeniem i zapewnić dobry urodzaj. Ponadto wierzono, że popiół z ogniska rozsypany na polach, wpływa na lepszy urodzaj, dym z ogniska zapobiega gradom, a rozżarzone węgle wrzucone w zagon kapusty działają przeciw rozmnażaniu się robactwa. Później urządzano zabawę przy muzyce, na której bawili się wszyscy mieszkańcy wsi.
     
  • Moj, Mojka
    To drzewko osadzone na wysokim drągu wykonane głównie z wierzchołka świerka lub jodły, ale też z brzozy lub modrzewia. Na przełomie XIX i XX wieku chłopcy orawscy stawiali moja wszystkim dziewczynom z przysiółka przed ich domami, a takiej ze złą opinią pod drzwiami; dziada ze słomy, ostrewkę, starą miotłę na drągu lub wiązkę siana. A dawniej bywało tak: mojke stawiał kawaler swojej ukochanej  w nocy z 30 kwietnia na 1 maja, a na Zielone Święta na jej miejsce stawiał niewielką olchę lub brzózkę. W drugi dzień świąt zamawiał muzykę, z którą wraz z kolegami przychodził do domu ukochanej, w którym organizowane były tańce z poczęstunkiem przygotowanym przez wybrankę. Ona na tę okoliczność, zapraszała swoje koleżanki. Zwyczaj ten nazywali wyrywaniem moja. Na potwierdzenia, że jest to zwyczaj bardzo dawny i był powszechny, świadczy zapis: (…) zakaz ścinania drzew na moje, wydany w 1770 roku przez Królewską Radę w Bratysławie (słow. Bratislava). W 1792 roku zakaz taki wydała żupa zwoleńska, a w 1830 roku przypomniano go na Orawie drogą ogłoszeń.  s. 295, Kultura Ludowa Górali Orawskich).
     
  • Boże Ciało
    Jak w przeszłości, tak i współcześnie we wsiach na Orawie cztery ołtarze na procesję w Boże Ciało, budowane są przy przydrożnych kapliczkach. Cała droga procesji przybierana jest bukiecikami kwiatów i kolorowymi wstążkami. Dalej kontynuowany jest zwyczaj po przejściu procesji zbierania kwiatków, które były sypane przez dzieci i obrywania gałązek i liści brzózek, które zatykają nad wejściem do domu i budynków gospodarczych, zakopują w rogach zagonów i przechowują jako cenne lekarstwo dla ludzi i zwierząt, a także jako ochronę przed uderzeniem pioruna i klęskami żywiołowymi. W oktawę Bożego Ciała święcili wianki z ziół, które robiły i przynosiły do kościoła dziewczęta i kobiety. Poświęcone wianki zawieszano na drzwiach domów i stajni, by chroniły przed uderzeniem pioruna. Zioła wykorzystywali też do okadzania ludzi i zwierząt podczas choroby.
     
  • Św. Jana Chrzciciela (24. IV.)
    Dzień ten na Orawie był świętem pasterskim. W Orawce odbywał się odpust zw. Wielki kiermes, na który przybywali oprócz mieszkańców przede wszystkim pasterze. Letnie przesolenie słońca było sygnałem końca magicznych i zaklinających życie praktyk. Stąd wigilia św. Jana i jej noc nazywaną świętojanską, uważana była za czas szczególnego działania czarownic urządzających swoje sabaty, najczęściej w tę noc odbierające krowom mleko oraz działania sił nadprzyrodzonych, wszystkich złych mocy szkodzących ludziom. Powtarzano opowieści o szukaniu kwiatu paproci, którego nikt dotąd nie znalazł. Praktykowano różne czynności, by się od czarów ochronić; kobiety w nocy przed wschodem słońca miały iść przez dziewięć miedz, zerwać rękami trawę, dać ją krowom, by zabezpieczyć ich mleczność. Zbierano w nocy zioła, które posiadały największa moc uzdrawiającą i chroniącą od czarów. W wigilię czyszczono studnie i sypano do niej święconą sól, by woda była czysta, zdrowa i nie było w niej robactwa. Ponieważ św. Jana uważano za opiekuna wody, był zwyczaj kąpieli w rzekach dopiero po jego święcie, bez szkody dla zdrowia. Dawniej, w sam dzień św. Jana, gazdowie – właściciele owiec z całymi rodzinami odwiedzali bacówki przynosząc bacom i juhasom jedzenie oraz napitki, a na szałasie do którego w ten dzień mogły przyjść dziewczęta, odbywały się huczne zabawy przy muzyce. Zgodnie ze starą tradycją bacę i juhasów, przez cały czas wypasu obowiązywał zakaz kontaktów z kobietami dla ochrony stada przed działaniem czarownic. Wolorze – pastuchy stad wołów z pomocą odpaśników, paśli je w okresie od zakończenia wiosennych prac polowych do rozpoczęcia jesiennych, czyli do św. Bartłomieja (24.VIII) ponieważ były używane jako zwierzęta pociągowe. Pojedyncze bydło (krowy i cielęta) pasły przeważnie dziewczęta na pastwiskach w pobliżu wsi. Pasterze stad bydła, w dzień św. Jana urządzali na pastwiskach uczty z chleba, słodkiego pieczywa, sera, jajek, które otrzymywali w przeddzień od właścicieli zwierząt. Palili ogniska, smażyli jajecznicę i jedli ją w kolebie zbudowanej wcześniej z gałęzi. Po tym szli do kościoła na nabożeństwo, a po powrocie palili kolibę.
     
  • Św. Wniebowzięcia Matki Bożej – Matka Boża Zielna (15. VIII.)
    Zgodnie z tradycją gospodynie święciły bukiety, w których były: boże drzewko, barwinek, babka lancetowata, chaber-bławatek, bylica pospolita i bylica piołun, czosnek, krwawnik, dziurawiec, lubczyk, mięta, mak polny, nagietek, szałwia, szczaw, żywokost, goryczka, cebula, marchew, pietruszka, koper, kłosy zbóż,  gałązki modrzewia i drzew owocowych z owocami. Bukiety nieraz były tak duże, że kobiety niosły je do kościoła w płachtach. Po poświęceniu wieszały je za drzwiami domu lub chowały za sosręb. Wierzono, że święcone zioła mają wielką moc przeciwdziałania wszelkim złym mocom, że strzegą obejścia, chronią przed burzą i piorunami przed pożarem i czarami, co było powodem wkładanie ich noworodkom do kołyski i do trumny pod głowę zmarłemu. Poświęcone zioła miały też bardzo szerokie zastosowanie w ludowej medycynie.
     
  • Dożynki
    Uroczystość zakończenia żniw górale Orawy nazywają: Hołdonos, hałdamas. Najmowani do żniw kosiarze, dziewczęta i kobiety, po zakończeniu pracy przy żniwach, robili wieniec lub snopek ze zbóż, stroili go kwitkami, wstążkami. Całą gromadą ze śpiewem prosto z pola szli do gospodarza, który ich wynajął. Wieniec niosły kobiety i dziewczęta, witał ich gospodarz, gospodyni odbierała wieniec, dawała im trochę pieniędzy i zapraszała na przygotowany poczęstunek i często też zorganizowaną muzykę, przy której się bawiono.
     
  • Św. Michała Archanioła (29. IX.)
    Po św. Michale do najbliższej niedzieli bacowie z juhasami i owcami musieli zejść z hal i powrócić do wsi zgodnie z przysłowiem; Kto pasie po Michale, nie wróci na hale, a przecież chcieli tam wracać. Funkcjonowało przekonanie, że kto tego nie przestrzega, spotka go nieszczęście, choroba a nawet śmierć. Baca rozliczał się z właścicielami owiec, a juhasi rozdawali dzieciom i kobietom małe serki owcze zwane redykołkami. Pasterze stad bydła także w tym okresie schodzili z pastwisk, a właściciele owiec i bydła mogli je paść na wiejskich łąkach do późnej jesieni.
     
  • Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny (1-2. XI.)
    Se Świynta, Śyćkie Świynta i Zadusny Dziyń, Dusycki. Wśród ludu była zakorzeniona wiara, ze w te dni dusze zmarłych przychodzą do swoich domów, dlatego kontynuowali zwyczaj pozostawiania dla nich na całą dobę w dniu Wszystkich Św. na stole: chleb, wodę i sól. Wierzyli też, że o północy zmarły ksiądz odprawia w kościele mszę świętą, na którą przychodzą wszystkie dusze. Groby bliskich zmarłych ubierali wieńcami z jedliny ozdobionymi papierowymi kwiatami i świecili świeczki wykonywane własnoręcznie. Uczestniczyli całymi rodzinami w nabożeństwach poświęconym duszom zmarłych.
     
  • Św. Andrzeja Apostoła (30. XI.)
    Jak wszędzie tak i na Orawie dzień ten należał do panien, które organizowały wspólnie wróżby o swoim zamążpójściu. Najpopularniejszą wróżbą było lanie wosku przez ucho klucza lub po gałązce jedliny. Inną rzadko spotykaną wróżbą było spanie na gaciach, wierząc że przyśni się im przyszły mąż. W Andrzejkowy wieczór młodzież organizowała zabawę przy muzyce – ostatnią przed Adwentem, w którym tego nie wolno było robić.

 

Opracowanie: Michalina Wojtas