s
Górale Pienińscy

Górale Pienińscy

Obrzędy i Zwyczaje - cz. II

„Zwyczaj” jako kategoria podstawowa posiada najszerszy zakres pojęciowy i obejmuje także pojęcie „obrzędu” z tym, że operowanie kategorią „obrzęd” jest tym bardziej uzasadnione, im bardziej zachowania zwyczajowe nawiązują (w sposób bardziej lub mniej świadomy, czy też – jak to ma częstokroć miejsce obecnie – nawet podświadomy) do przesłanek o charakterze sakralno-wierzeniowym, bądź społeczno-prawnym.

„Obyczaj” można natomiast uznać w tym kontekście za pozainstytucjonalny system norm zachowania, uznawany przez daną społeczność i wartościowany przez nią w kategoriach moralnych. W świetle zebranych materiałów etnograficznych precyzyjne rozróżnianie „zwyczaju” od „obrzędu” nie jest możliwe, jakkolwiek operowanie jednym i drugim pojęciem wydaje się niezbędne i uzasadnione. W całej Polsce główny schemat obrzędowości ludowej ukształtowały te same dwa zasadnicze nurty: pierwotne kulty i towarzyszące im wierzenia, sięgające czasów pogańskich oraz chrześcijaństwo. Z czasem, kościelny rok liturgiczny oparty na tradycjach chrześcijańskich, wchłonął niejako ludowy rok obrzędowy, nasycając go własnymi treściami religijnymi, przystosowując jego pierwotny cykl, związany z przebiegiem roku słonecznego i następstwem pór roku, do rytmu roku kościelnego. Pozostała jednak wśród ludności wiejskiej na długie lata wiara w czary, uroki, działanie czarownic i czarowników, przypisując im niepowodzenia w gospodarce, choroby zwierząt i dolegliwości ludzi.

OBRZĘDY I ZWYCZAJE RODZINNE

Rodzina w społeczności wiejskiej spełniała ważną rolę w codziennym z nią obcowaniu, którą obowiązywały utrwalone tradycją obyczaje i obrzędy związane z narodzinami, życiem wśród ludzi i nieuchronnym odejściem – śmiercią. Narodziny nowego człowieka było powinnością każdego małżeństwa. O ciąży, której jeszcze nie było widać informowana była tylko najbliższa rodzina z uwagi na powszechne przekonanie, że wczesne ogłaszanie tej nowiny mogłoby zaszkodzić matce i dziecku. Dla pozytywnego wpływu na zdrowie matki i dziecka oraz szczęśliwego przebiegu ciąży i porodu, kobieta musiała przestrzegać obowiązujących zakazów i nakazów, które wynikały z przekonań odnoszących się do magii i wierzeń. Mimo codziennych obowiązków w domu, w gospodarstwie i często w polu, nie mogła ciężko pracować, bo mogłoby to spowodować poronienie, ale i tak powszechnie powtarzano że im więcej się napracuje, to będzie miała lżejszy poród. Nie mogła nikogo obmawiać, wyśmiewać, przedrzeźniać – bo dziecko urodzi się brzydkie, nerwowe i upośledzone, nie wolno było pić alkoholu – bo urodzi pijaka, nie mogła nikomu nic zabrać ani kłamać – bo urodzi kłamcę i złodzieja. Miała wystrzegać się zapatrzenia na brzydkie rzeczy, na kaleki – bo to wszystko przejdzie na dziecko. Podczas pożaru i przestraszenia się zwierzęcia nie mogła dotykać swojego ciała – bo dziecko miałoby znamiona (myszki, gady). Żeby dziecko miało zdrowe oczy - nie mogła patrzeć przez szpary i małe otwory. Miała bezwzględny zakaz kontaktów z umierającym i jego pogrzebem – bo dziecku groziła śmiertelna choroba. Nie mogła być chrzestną matką, bo była nieczysta. Musiała wystrzegać się przechodzenia pod drabiną, pod dyszlem, przez dziurę w płocie, w bród przez potoki – bo dziecko byłoby okręcone pępowiną i mogło się udusić. Płeć dziecka określano po wyglądzie ciężarnej, co miało szczególne znaczenie w przypadku narodzenia się pierwszego dziecka w rodzinie, gdyż wypatrywany był zawsze pierworodny syn, dla chwały ojca i dziadka. Jak urodziła się dziewczynka, to mówiło się – co Bóg dał, to jest. 

  • Poród
    Do porodu wzywali doświadczoną kobietę, wiejską akuszerkę zw. tu babką, dobrą ciotką lub krajsbabką, posiadającą we wsi wielkie poważanie. Po urodzeniu się dziecka kąpała je w ciepłej wodzie z dodatkiem ziół, owijała w powijaki, pokazywała ojcu i członkom rodziny, potem podawała je matce. Opiekowała się matką przez najbliższe dni doglądając wszystkiego. Za te pracę nie otrzymywała wynagrodzenia, ale mogła liczyć na pomoc w swoim gospodarstwie. Jeśli były jakieś komplikacje przy porodzie z którymi babka nie mogła sobie poradzić, wzywano żydowskiego lekarza ze Spiskiej Starej Wsi – jak wszyscy mówili – świetnego specjalisty od wszystkich dolegliwości. Najbardziej niebezpiecznym okresem dla matki i dziecka był czas od porodu do chrztu, który odbywał się w tydzień od narodzin. Do tego czasu ani matka, ani dziecko nie opuszczali domu, ani nikogo obcego do nich nie dopuszczano, by nie rzucić na nich uroków. Ponieważ małemu dziecku wg wierzeń groziły różne niebezpieczeństwa związane z działaniem złych mocy, z których najbardziej obawiało się  boginki i mamony, które przybierały postać kobiet i podmieniały dzieci, zabierały zdrowe dziecko, a zostawiały swoje brzydkie i płaczące, dlatego kołyskę stawiano daleko od okna, starannie ją przykrywano, ani na moment nie zostawiano dziecka bez opiekiOchraniano też dziecko przed tzw. słonecznicą – czyli nadmiernym niszczycielskim działaniem promieni słonecznych mogących pozbawić dziecko wzroku. Narodzone zdrowe dziecko było radością w rodzinie i dawało nadzieję w przyszłości na pomoc w pracach gospodarskich. Kalekie dzieci ukrywano przed społecznością i uważano za przekleństwo losu i karę Bożą. Obchodzono się z nimi różnie; gdy podrosło i mogło chodzić, szyto mu worek, wyprowadzano za granice wsi na bezdroża, bito je i wyganiano, a gdy nie mogło chodzić oddawano je żebrakowi, który woził go na wózku wzbudzając litość, dzięki czemu mógł zebrać więcej jałmużny i się nim zaopiekować. Nie kołysano nigdy pustej kołyski -bo to wróżyło wczesną śmierć dziecka.
     
  • Chrzest
    To pierwszy i najważniejszy sakrament w życiu człowieka włączający dziecko do wspólnoty chrześcijan i do społeczności w której będzie żyło, a także  tworzący ważną więź między chrzestnymi rodzicami i dzieckiem. Dlatego chrzestnych – kumotrów wg zwyczaju wybierano zaraz po porodzie tylko wśród krewnych, by w razie śmierci rodziców oni spełniali obowiązek wychowania dziecka i nigdy tej roli nie odmawiano, bo mogło to wpłynąć na niepowodzenie dziecka. Nie było obowiązku dawania chrześniakowi żadnych prezentów. W drugi lub trzeci dzień przychodzili kumotrzy przynosili różne artykuły żywnościowe dla matki i dziecka, czasem rosół z kury, a ojciec tradycyjnie częstował ich kieliszkiem wódki. Imiona dziecku dawali takie, jakie sobie przyniosło w dniu narodzin lub imię świętych lub patrona parafii. Pierworodny syn zazwyczaj otrzymywał imię ojca lub żyjącego dziadka. Chrzest odbywał się w tydzień od dnia narodzin, w niedzielę przed lub po mszy. Dziecko owinięte w powijaki do chrztu nieśli tylko kumotrzy, nikt z rodziny nie brał w nim udziału. Podczas chrztu wróżebną rolę miała paląca się świeca, nie mogła zgasnąć, bo to wróżyło rychłą śmierć dziecka. Dla kumotrów i rodziny był przygotowywany skromny poczęstunek i kieliszek wódki. W Szczawnicy podawano to, co przynieśli chrzestni, a w Sromowcach Wyżnych jajecznicę na skwarkach i ciasto drożdżowe z posypką (kruszonką). Dziecka w dniu chrztu nie kąpano, a z najbliższej kąpieli wodę wylewano do ogrodu, bo była święcona.Matka dziecka nie uczestniczyła w chrzcie dziecka, bo uważana była za nieczystą w okresie połogu, z czego dopiero była oczyszczona błogosławieństwem w kościele zw. wywodem nakazywanym przez obyczaj, odbywany w tydzień po chrzcie. Matka z dzieckiem czekała w przedsionku kościoła, po nią wychodził ksiądz, prowadził przed ołtarz, dawał do ręki zapaloną świecę i odmawiał modlitwy, błogosławił i kro pił święconą wodą. Od tej pory kobieta modła wrócić do zwyczajowych kontaktów z ludźmi, wychodzić z domu i wypełniać obowiązki domowe, których nie mogła wykonywać w czasie połogu. Rodzenie kolejnych dzieci i opieka nad nimi z równoczesnymi ciężkimi obowiązkami w gospodarstwie było dla kobiety ogromnym wysiłkiem. Zawsze najmłodsze dziecko miała przy sobie w obawie przed boginkami i gdy pracowała w polu,  z płachty i palików robiła prowizoryczną kołyskę kładąc do niej niemowlaka, by mieć je cały czas w zasięgu wzroku. Dzieci nieco starsze jeśli nie opiekowały się młodszym rodzeństwem, pomagały w domu w drobnych pracach, pilnowały drobiu, nosiły drzewo na opał, starsze pasły krowy. W okresie żniw małe dzieci chodziły po polach i zbierały kłosy. Dzieci w wieku szkolnym, jeśli były posyłane –w XIX wieku uczęszczały do szkół trywialnych o elementarnym poziomie nauczania obowiązujące na terenie Austro-Węgier, a po I wojnie światowej do szkół ludowych, przy  których organizowano ogródki przyszkolne, uczące dzieci jak uprawiać warzywa i sadzić drzewa.
     
  • I Komunia Święta
    Była ważnym drugim sakramentem w życiu dziecka i obrzędową uroczystością religijną bez specjalnej oprawy. Odbywała się w niedzielę majową, czasem w oktawę Bożego Ciała lub w Zielone Świątki. Po nabożeństwie dzieci na plebani dostawały kanapkę lub bułkę i kakao. Dawniej do Komunii dzieci szły w tym, w czym chodziły w święta do kościoła, dziewczynki miały wianek z mirtu i w ręce lilijkę, chłopcy w ręce świeczkę. Później szyto dziewczynkom białe sukienki, a chłopcom portki po kolan. W Sromowcach ubranko komunijne szyto z tkaniny, którą dziecko dostało przy chrzcie. Jak mówiono – było podwójnie poświęcone i w czasie nawałnicy wieszano je w oknie dla zabezpieczeniem przed piorunami i innymi żywiołami.
     
  • Wesele
    We wsiach pienińskich młodzież znała się od najmłodszych lat. Byli sąsiadami, razem paśli bydło, spotykali się przy pracy w polu, w kościele, na jesienno-zimowych posiadach i potańcówkach. Chęć dobranej się pary musiała uzyskać zgodę obojga rodziców. Do czasów II wojny światowej o małżeństwie bezwzględnie decydowały względy ekonomiczne, nie uczucie, nie wiek, ale wartość pola i ilości morgów. Dziewczyna która stawiała na swoim i szła za mąż bez zgody rodziców nie dostawała posagu – wiana, a chłopak nawet mógł być wydziedziczony. Kojarzeniem małżeństw czyli swataniem, zajmowali się członkowie rodzin, krewni lub znajomi. Obyczaj ten nazywali przewiedzinami – rozpoznaniem  możliwości. Jeśli wszystko ułożyło się pomyślnie, odbywał się następny obyczaj zw. namówinami lub zmówinami,  jeszcze w latach po II wojnie światowej praktykowany powszechnie we wsiach pienińskich. Było to spotkanie rodziców obojga młodych w celu szczegółowego ustalenia co kto i ile dostanie, co będą mieli młodzi na początku swojego związku. Ustalano też datę ślubu, wesela, wybór starostów, listę gości. Najchętniej śluby i wesela urządzano w doroczne święta lub w święta maryjne. Ślub przeważnie był w poniedziałek a wesele trwało nieraz 4 dni i musiało zakończyć się do piątku. Gdy wszystko zostało dogadane, zaraz dawano na zapowiedzi – opowiedzie i od pierwszych zapowiedzi w kościele rozpoczynały się przygotowania do wesela, na co było przeważnie 4 tygodnie. Funkcjonował wspólnotowy charakter wesela polegający na znoszeniu przez sąsiadów do domu weselnego różnych produktów żywnościowych lub gotowych potraw w dniu wesela. Ten wkład na wesele był prezentem. Też po pierwszych zapowiedziach młodzi wybierali drużbów i drużki, każdy ze swojej strony, którzy od czasu wybrania pełnili różne obrzędowe i praktyczne funkcje. Starostą najczęściej był chrzestny ojciec lub ktoś z bliskiej rodziny, był on gospodarzem wesela, wykupywał od drużek różdżkę weselną i niósł ją do kościoła i do domu, pilnował alkoholu i przeważnie prowadził zabawę. Drużbowie przed ślubem i po nim chodzili po wsi i  spraszali na wesele gości, wg wcześniej ustalonej listy przez rodziców. Wyróżniał ich kapelusz z czerwoną wstążką z opadającymi końcami, dwu-gałązkowym piórkiem ze sztucznymi kwiatkami z białej organtyny i szklanymi szkiełkami. Przy sukmanie lub kurtce przywiązaną mieli białą chusteczkę złożoną w harmonijkę. Kapelusz pana młodego wyróżniał się piórkiem o trzech gałązkach. Drużki schodziły się w domu pani młodej, robiły różdżkę weselną, piórka do kapeluszy dla drużbów i pana młodego, musiały zakupić białe chusteczki dla drużbów i ułożyć je w harmonijki i dużo kolorowych sznurków (wstążek) do ozdoby wieńca pani młodej zw. ktanką lub strafianką. Była to opaska z plisowanej szerokiej białej wstążki przybranej świecidełkami i wątrysem – spiralnie skręconymi mosiężnymi drucikami, i z dwiema szerokimi białymi wstążkami sięgające do kolan oraz dużą ilością sznurków przyczepionych do opaski. Na czubek głowy pani młodej przygotowywały wianek z barwinku (później z mirtu). Na ramiona pani młoda nakładała tiulowy rańtuch. W dniu ślubu drużki ubrane w stroje regionalne, wplatały sobie we włosy gałązki barwinku. Innym nakryciem głowy pani młodej była też ktanka, - opaska w kształcie diademu. W początkach XIX wieku - wszystkie dziopy w Szczawnicy chodziły w ktance w święta, dziś tylko do ślubu – opowiadała informatorka. W niedzielę przed ślubem młoda para ze swoimi drużbami i drużkami szli do kościoła, później do karczmy na wino i do swoich domów na obiad, po którym drużbowie pierwszy raz po całej wsi chodzili po pytaniu (proszenie na wesele) i w każdym domu wygłaszali bardzo długą orację. Po obejściu wsi, drużbowie wracali do domów młodych, w których odbywała się równolegle obigrowka – obrzędowa zabawa z pożegnaniem kawalera i panny ze swoich stanów, w których uczestniczyła tylko młodzież.  Około północy cała grupa pana młodego przenosiła się do domu pani młodej. Przed drzwiami domu trwały nieraz długie targi i prośby o wpuszczenie do środka, wyśpiewane przez obie strony różnymi przyśpiewkami. Kiedy w końcu weszli do izby, częstowano ich kołaczem, wódką i zabawa trwała do rana. Dzień ślubu – W domu pani młodej od rana zbierali się goście, jedli śniadanie na które podawano ziemniaki z polewką. Pani młoda w komorze ubierała się do ślubu z pomocą drużek, które potem przypinały białe chusteczki swoim drużbom, domownicy przygotowywali izbę do błogosławieństwa. 
     
    • Błogosławieństwo
      Kiedy wszystko było gotowe rodzice pani młodej siadali na ławie, nakrywali kolana rańtuchem matki. Młodzi klękali przed rodzicami,  muzyka odgrywała jeden raz melodię pieśni „Serdeczna Matko”, po czym Starosta trzymając w ręce różdżkę, wygłaszał długą orację w treści skierowaną do młodych, przypominając im obowiązki w małżeństwie, do rodziców i zebranych gości. Po oracji młodzi trzykrotnie prosili rodziców o wybaczenie win i błogosławieństwo, po czym kładli głowy; pani młoda na kolanach matki, pan młody na kolanach przyszłego teścia. Rodzice też trzy razy robili znak krzyża nad ich głowami i kropili święconą wodą. Formował się orszak weselny w kolejności: Starosta z różdżką w ręce, pani młoda z drużbami, pan młody z drużkami, starościny i rodzice i goście. Szli lub jechali wozami. 
       
    • Ślub
      Podczas ślubu miały miejsce wróżby, dlatego zebrani pilnie obserwowali wszystkie zdarzenia. Do kościoła orszak weselny wprowadzał starosta głównymi drzwiami, ale jeśli wcześniej był pogrzeb, to wchodzili bocznymi. Wróżono dominację w małżeństwie, jeśli podczas ślubu pani młoda zarzuciła rańtuch na plecy pana młodego to ona będzie rządzić, a jeśli pan młody przydepnął jej  spódnicę to on obejmie rządy w dimu. Głośne i wyraźne powtarzanie przysięgi wróżyło ich zgodne współżycie. Chwiejące się i gasnące świece zapowiadały nieszczęście a nawet śmierć. Po ślubie wszyscy szli do karczmy na mały poczęstunek. Jeśli młodzi po ślubie mieli zamieszkać w jego domu, wszyscy z karczmy szli do domu pani młodej, przed którym wchodzących witała muzyka grając marsza. Podawano obiad na który nie proszono miejscowych. W Krościenku w latach 50 XX wieku podawali: kaszę jaglaną na mleku, barszcz ze śmietaną, rosół z grochem, krupy z flakami, mięso, kapustę. W Hałuszowej: ryż na mleku, rosół z grubym makaronem -rzezanym ciastem, kapustę ze słoniną, gotowane mięso popijane piwem. Po obiedzie drużbowie szli pytać na wesele po raz drugi tych samych gości , których prosili przed ślubem. 
       
    • Wesele
      Gdy zeszli się wszyscy zaproszeni goście, zaczynały się tańce przerywane co parę godzin na poczęstunek i przepitkę. Podawano jajecznicę, chleb, słoninę, bryndzę, kołacze oraz piwo i wódkę. W Grywałdzie przysmakiem weselnym była spyrka – słonina poprzerastana chudym mięsem. Zabawa nieraz trwała we wtorek i środę do południa, potem orszak szedł do domu pana młodego, a pani młoda niosła kołacze i wódkę. Po drodze byli zatrzymywani przez bramy, których przekroczenie przez panią młodą miało wróżebne znaczenie, dlatego nie wolno było jej się oglądać za siebie, bo to powodowałoby jej tęsknotę za domem rodzinnym i mogło doprowadzić do jej ucieczki od męża. Na progu domu parę młodą i gości witali chlebem i solą rodzice pana młodego, a gości częstowali chlebem i wódką. Pani młoda musiała uważać, by się nie potknąć na progu, bo to wróżyło dominację męża i złe stosunki ze świekrą  (matką męża). W izbie pani młoda obchodziła stół, całując po kolei każdy jego róg, kładła na nim przyniesione kołacze i wódkę, którymi jej matka częstowała zebranych. Było to obrzędowe powitanie pani młodej w domu, w którym miała mieszkać. Po kilku godzinach tańców i poczęstunku, następowały czepiny w komorze do której panią młodą prowadził pierwszy drużba. Czekające tam na nią kobiety pod przewodnictwem starościny przy śpiewie pieśni o wianku, czepcu i zw. chmielem, sadzały panią młodą na dzieży, zdejmowały wianek i tkanę, zakładały czepiec i na nim wiązały białą atłasową chustkę, która była prezentem od pana młodego. Po oczepinach starszy drużba prowadził oczepioną panią młodą do pana młodego pytając czy chce taką żonę. Potwierdzając swoją wolę, pan młody przepijał do niej kieliszkiem wódki, a ona pijąc do niego resztką alkoholu wylewała na jego twarz. Następowało składanie darów dla pani młodej, którą posadzono na ławie, na kolana położyli kołacz przykryty chustą i na niej talerz,  na który wszyscy kładli dary rzeczowe lub pieniądze. Później pani młoda kroiła kołacz, częstując nim wszystkich. Kołacz na jej kolanach miał sprawić dostatek chleba w jej rękach przez całe życie Po tym znów były tańce do rana, z przerwą na wieczerzę. Wesele musiało się skończyć przed nastaniem piątku. W niedzielę w obydwu domach odbywały się poprawiny, ale nie dla wszystkich. Drużbowie na nie znów zapraszali tylko wybranych gości.
       
    • Przenosiny
      Do domu pana młodego odbywały się kilka dni po weselu. Przewozili wiano pani młodej wraz z dobytkiem jaki otrzymała od rodziców. Po I wojnie światowej śluby odbywały się we środy, co skróciło weselną zabawę. Po II wojnie wesela były ubogie, bo była bieda, np. w Grywałdzie trwało tylko jeden dzień o 9-ej ślub, a o 6-tej wieczór oczepiny. Pomimo trudnych powojennych czasów, mimo że wesela były krótsze i skromniejsze, to jednak musiały mieć przebieg wg uświęconego tradycją rytuału, choć często rezygnowano z poprawin. Ostatnie prawdziwe wiejskie wesele było w Sromowcach w 40 latach XX wieku, a w latach 50 były już – jak to mówiono – wesela pańskie.
       
  • Pogrzeb
    W tradycyjnej kulturze ludowej pojęcie „dobra śmierć” to zgodność z boskim prawem rządzą-cym naturalnym porządkiem, w którym umierał stary człowiek, gdy wyczerpały się jego siły życiowe, który zakończył wszystkie doczesne sprawy i umarł w swoim domu wśród najbliższej rodziny. Rozdzielenie śmiertelnego ciała z nieśmiertelną duszą zawsze powodowało u ludzi nie tylko lęk, ale też niebezpieczeństwo dla żyjących, gdyż obowiązkiem ich były odpowiednie zabiegi zabezpieczające tych pozostałych na ziemi przed złym wpływem martwego ciała. Przez mieszkańców pienińskich wsi, śmierć była wyobrażana jako ludzki szkielet z kosą w rękach okryta długą płachtą lub przybierająca postać białego kota, myszy lub gęsi. Wierzyli też, że śmierć była zapowiadana przez: hukanie sowy koło domu, wycie psów, prorocze sny, spadające i tłukące się przedmioty, zgrzypiący (trzeszczący) ogień, grzebiące nogami konie przywożące księdza do chorego. Ważne były ostatnie chwile umierającego, który nieraz wydawał ostatnie dyspozycje dotyczące majątku, rodziny lub prosił o przebaczenie win. Umierającemu podawali do ręki gromnicę. Nie wolno było płakać, bo płacz zatrzymywał duszę. Krótką agonię uważali za znak, że umierający wszystko w swo-im życiu uporządkował, więc trafi zaraz do nieba. Przy przedłużającej się agonii, umierające-go kładli na ziemi wyścielanej słomą bez poduszki z pierza pod głowę, bo uważali że pióra i puch trzymają  go na ziemi. Do trumny też takiej poduszki nie kładli. Po śmierci szybko zamykano oczy zmarłemu, by nikogo nie wypatrzył i nie zabrał ze sobą. Wszyscy obecni przy śmierci pociągali zmarłego za wielki palec u nogi, by nie mieli złych snów. Śmierć dawniej obwieszczały dzwony kościelne i wióry z robionej trumny wysypane przed domem, przyciśnięte kamieniem. Myciem i ubieraniem nieboszczyków zajmowali się żebracy, za co otrzymywali ubrania po zmarłych. Bieliznę dla zmarłego szyto na poczekaniu ściegiem fastrygowym, przestrzegając by nie było węzełków i mocnych szwów, bo uwierałyby zmarłego i zakłócały mu wieczny sen. Dawniej mężczyzn chowano w samej bieliźnie, kobiety w kościelnym ubraniu, pannę w wianku, kawalera z piórkiem, a mężatce wkładano ślubny rańtuch. Dzieci urodzone nieżywe lub które umierały zaraz po urodzeniu, chowano owinięte w płótno w małej trumience, pokropioną święconą wodą, którą ojciec lub najstarszy z rodzeństwa zanosił na cmentarz chowając w ziemi. Starsze dzieci ubierali w białe koszulki, do trumny kładli dużo świętych obrazków, malowali jr na biało lub w paski (Szczawnica), na wieko przymocowywali dużo drobnych kwiatków. Na nogi zmarłym nakładali papucie z sukna, a tylko kobiecie która osierociła niemowlę, nakładali buty by mogła przychodzić je karmić. Do trumny wkładali zmarłemu różaniec, książeczkę do modlenia i jego prywatne rzeczy: okulary, laskę, pasek, kapelusz. Trumny nie mogły mieć gwoździ, malowane były dla najstarszych na czarno, na ciemny brąz dla ludzi w średnim wieku, dla panien i kawalerów na biało. Po włożeniu ciała do trumny, kobietę wynosili do komory, a gospodarza do stodoły. Czuwanie przy zmarłym i udział w pogrzebie był powinnością nie tylko rodziny, ale sąsiadów i znajomych. W dniu pogrzebu (w trzecim po śmierci) trumnę ustawiali w izbie, do której schodzili się uczestnicy pogrzebu, śpiewali żałobne pieśni i modlili się. O oznaczonej godzi-nie trumnę wynosili mężczyźni uderzając trzy razy o próg, by zamknąć duszy zmarłego drogę powrotu do domu. Jeśli nieboszczyk w czasie choroby pił mleko, to po wyniesieniu trumny polewano wodą miejsce na którym ona stała i palono słomę na której leżał zmarły, by krowy nie straciły mleka. W zależności od odległości kościoła, trumnę nieśli lub wieźli na wozie zaprzężonym we woły – koni nie używano jeszcze w okresie międzywojennym. Podczas nabożeństwa pogrzebowego obserwowali palące się świece. Jeśli zgasła świeca po stronie kobiecej, było to znakiem że następna umrze kobieta, jeśli po stronie mężczyzn – to mężczyzna. Słabo dymiące lub gasnące kadzidło, oznaczało że zmarły jest potępiony. Los pośmiertny zmarłego odgadywali też na podstawie pogody w dniu pogrzebu. Jeśli padał deszcz zalewający grób, to mówili że za życia skąpił wody spragnionemu i będzie musiał za ten grzech odpokutować. Na cmentarzu podczas rzucania na trumnę ziemi przez księdza, uważali, że następowało ostateczne pożegnanie się duszy zmarłego ze światem żywych. Podczas ceremonii należało płakać, żeby dusza była przekonana, że zmarły był kochany przez najbliższych. Dzieci miały obowiązek objąć i pocałować trumnę. 

Michalina Wojtas