s

Podhale w powszechnej świadomości to region słynący z najwyższej próby wytworów ludowego rzemiosła. Stworzona w końcu XIX w. ”legenda Tatr” opisywała górala jako człowieka nie tylko urodziwego, szlachetnego, ale obdarzonego nadzwyczajnymi talentami i artystycznym wyczuciem. Prawda jednak jest znacznie bardziej prozaiczna. Trudne warunki bytowania w nieurodzajnej podtatrzańskiej krainie spowodowały, że ludzie byli zmuszeni do zaspokajania niemal wszystkich swoich potrzeb samodzielnie. Biedne gospodarstwa nie dawały wystarczających podstaw egzystencji, toteż koniecznym stało się znalezienie dodatkowych źródeł zarobkowania. Poświadczają to dziewiętnastowieczne prace etnograficzne Ludwika Kamińskiego i Oskara Kolberga.

Konieczność ustawicznego szukania dodatkowego zarobku i zaspokojenia własnych potrzeb spowodowała znaczny rozwój i powszechność umiejętności technicznych i ich wielokierunkowość, praktykowanie przez jednego człowieka różnego rodzaju wytwórczości. Wielu ludzi było samoukami, wielu zdobywało  wiedzę przekazywaną z ojca na syna. Zjawisko samowystarczalności wiązało się także z konserwatywnym stosunkiem do wszelkich zmian. Łączyła się z tym pewna powierzchowność wiedzy, mała dążność do kształcenia szkolnego. Wiele potrzebnych przedmiotów wytwarzano własnymi sposobami. Troska o optymalną funkcjonalność i formę wymuszała koniczność nauczenia się perfekcyjnego posługiwania się narzędziami i zgłębienia wiedzy dotyczącej tajników używanego surowca.

Istotnym byłoby  rozróżnienie wytworów wykonywanych na własne potrzeby, a więc odpowiadającym potrzebom wykonawcy i poczuciu estetyki w jego środowisku od tych wytworów, które tworzone były dla innych odbiorców. Trudno  jednak ustalić precyzyjną granicę między wytwórczością domową, dla siebie, własnej rodziny i sąsiadów a rzemiosłem czyli produkcją na sprzedaż, dla nieznanego odbiorcy. Często te dwa różne rodzaje wytwórczości pokrywały się ze sobą. Dlatego też tradycyjne rzemiosła łatwiej podzielić na rodzaje związane z rodzajem używanego surowca.

Najbardziej dostępnym na Podhalu surowcem było drewno. Toteż wykorzystywane było powszechnie i powszechna była podstawowa znajomość jego obróbki. Związane z nim były zawody: ciesielstwo, stolarstwo, snycerstwo, bednarstwo, kołodziejstwo.

Umiejętność posługiwania się siekierą nie była obca żadnemu góralowi. Wysoki poziom obróbki ciesielskiej i stosowanych rozwiązań konstrukcyjnych został doceniony przez pierwszych ludoznawców na czele z Stanisławem Witkiewiczem, który uznał, że budarstwo podhalańskie jest pradawnym rodzimym stylem w architekturze i powinno zostać stylem narodowym. Budarze na ogół nie kończyli żadnych szkół, praktyka odbywała się na kolejnych budowach. Stosowane były rozwiązania konstrukcyjne znane od pokoleń – wiązanie ścian na wieniec, krokwiowy dach, belkowane pułapy, snycersko zdobione sosręby – wiedza fachowa przychodziła z czasem. Często tym zajęciem trudniły się całe rodziny, nawet w trzech pokoleniach. Cieśle nie tworzyli też stałych zespołów –powstawały one okazjonalnie do wykonywania powierzonego im zamówienia. W każdej wsi pracowało zazwyczaj kilku cieśli, którzy często też byli jednocześnie stolarzami czy bednarzami, a nawet wykonywali zajęcie całkowicie odmienne np. kowalstwo. Przy stawianiu domów wykonywali też najczęściej prace stolarskie, wprawiali drzwi i okna, wykonywali nawet sprzęty domowe. Do zadań ekipy ciesielskiej należało np. wykonanie na strychu skrzyni na ziarno czyli sąsieku.

Blisko spokrewnione z ciesielstwem było stolarstwo. We wszystkich wsiach podhalańskich było co najmniej kilku stolarzy. Co prawda większość gospodarzy potrafiła samodzielnie wykonać proste sprzęty do domu, jednak potrzeba posiadania pięknych przedmiotów w świadomości górali była bardzo silna i utalentowani stolarze byli bardzo cenieni. Do czasów I wojny przywiązywano wielką wagę do piękna domowych sprzętów. Wygląd izby góralskiej był niejednokrotnie przedstawiany w rysunku, malarstwie czy opisie jako przykład poczucia piękna u ludu podhalańskiego. Listwa czyli ozdobna półka pod obrazy i dekoracyjne naczynia, umieszczona na szczytowej ścianie na wprost wejścia, solidny stół, czasem z intarsjowanym blatem, stołki z rzeźbionymi zapleckami, półka na naczynia, ryzowane łyżniki – to wszystko stanowiło chlubę gospodarzy i wykonawców tych sprzętów. Sytuacja zmieniła się po II wojnie. Przestano bardzo dbać o zdobienie sprzętów, stolarstwo zaczęło tracić na znaczeniu. Natomiast rozkwit zaczęło przeżywać skrzyniarstwo. Najczęściej kupowano malowane skrzynie na targu w Nowym Targu. Wytwórcami byli zarówno stolarze miejscowi np. Jan Kotarba, jak i z innych wsi – Pyzówki i Maruszyny. Skrzynie ryzowane(rzeźbione) robił Jan Kotarba i Andrzej Rozłowski z Czerwiennego.

Lata 60. to okres coraz intensywniejszej działalności różnych spółdzielni stolarskich i cepeliowskich. Wielu stolarzy współpracowało z nimi jako chałupnicy, zatrudniani byli także młodsi ludzie, którzy już najczęściej mieli zawodowe wykształcenie w szkołach w Zakopanem, Kalwarii Zebrzydowskiej czy Rabce. Gdy w latach 80. spółdzielnie zaczęły podupadać, wielu z nich podjęło samodzielną pracę, otwierając własne warsztaty stolarskie. Przodowała pod tym względem Bukowina Tatrzańska, dając przykład innym okolicznym wsiom. Za Gubałówką największe skupisko warsztatów stolarskich znajdowało się we wsi Ciche. Obecnie stolarstwo na Podhalu przeżywa okres prosperity, meble tutejszej produkcji wysyłane są do wielu miejsc w kraju i za granicę, a cieśle i stolarze podhalańscy zatrudniani są w wielu krajach europejskich jako niezwykle cenieni fachowcy.

W przeciwieństwie do ciesielstwa i stolarstwa bednarstwo należy do niemal zaginionych dziedzin rzemiosła. Do wczesnych lat powojennych każde gospodarstwo nie mogło obyć  się bez naczyń klepkowych, jak putnie, dzieże, konewki, skopcekiernicki, beczki na kapustę czy używanych na halach pucier, gielet, oboniek. W wyrobie tych naczyń przodowali bednarze głównie ze wsi Ciche. Było ich tu kilkunastu. W odróżnieniu od niektórych gazdów, samodzielnie potrafiących wykonać naczynia z klepek, bednarze posiadali sztukę sporządzania drewnianych obręczy, które lepiej służyły niż stosowane później obręcze metalowe. Niektórzy zdobili także swoje wyroby ornamentem wypalanym metoda stempelkową.

Wielu spośród bednarzy zajmowało się również wyrobem innych przedmiotów: drewnianych narzędzi jak grabie, widły, łopatki do zboża, form na oscypki, kołowrotków. Niektórzy zajmowali się również kołodziejstwem (Szymon i Jan Skowyrowie),a czasem swoje zajęcia łączyli np. z kowalstwem (Wawrzyniec i Józef Bafiowie z Brzegów, Józef Stoch Szymoniuk z Zębu).

Kowalstwo było na Podhalu do czasu II wojny bardzo rozpowszechnionym zajęciem. Każda wieś posiadała kilku a nawet kilkunastu swoich kowali (Chochołów, Ratułów, Poronin). Większość z nich wykonywało swoje prace sezonowo, głównie przed czasem pracy na roli, w innych okresach wykonując prace kołodziejskie, stolarskie, ciesielskie, bednarskie lub pracując na roli. Kowale, dla których kuźnia stanowiła jedyne źródło utrzymania, byli często dziedzicami tego zawodu od kilku pokoleń. W kuźniach wykonywano i naprawiano narzędzia rolnicze, nawet udoskonalano narzędzia fabryczne jak pługi czy kosiarki. Robiono tu brony, siekiery, motyki, sierpy, widły, zawiasy, klamki, gwoździe. Okuwano wozy, sanie, podkuwano konie. Niektórzy kowale potrafili sami konstruować ciągniki do pracy na dużych stromiznach.

Kowale najczęściej nie posiadali szkolnego przygotowania do wykonywanego zawodu, lecz umiejętności przekazywano sobie z pokolenia na pokolenia. Mimo to wiedza ich była duża, obeznani byli z wieloma technikami jak zgrzewanie, śrubowanie, nitowanie, trybowanie, lutowanie. Nadto prócz umiejętności technicznych posiadali zdolności artystyczne – wiele przedmiotów było ozdabianych bądź przez stosowaną formę, bądź przez cyfrowanie (wybijanie) powierzchni metodą stempelkową.

Zapotrzebowanie na usługi kowalskie w tradycyjnej postaci utrzymywało się jeszcze kilkanaście lat po wojnie. W latach 60. wiele z dawnych kuźni zlikwidowano lub przekształcono w warsztaty mechaniczno-ślusarskie, a w latach następnych nawet w pracownie kowalstwa artystycznego.

Kowalstwo artystyczne, zwłaszcza od lat 80. przeżywa okres dużego rozwoju. Istnieje spore zapotrzebowanie na metalowe akcesoria budowlane, takie jak ogrodzenia, bramy, kraty, zawiasy oraz na przedmioty wyposażenia wnętrza – lampy, świeczniki, osłony kominkowe, żyrandole. Za przykład  tego typu wytwórczości uchodzą pracownie zakopiańskie: rodziny Gąsieniców Makowskich, Cukrów, Biernacików, robiących przedmioty na zamówienie, a także na wystawy kowalstwa artystycznego.

Osobnym działem artystycznej obróbki metali była produkcja w zakresie metali nieżelaznych. Tradycja tego zajęcia posiada dawną proweniencję, wymieniana była już w pierwszej połowie XIX w. Spinkarze i fajczarze pracowali w wielu podhalańskich wsiach, jednakże największe ich skupisko było w Ratułowie. Do czasu I wojny było tu kilkunastu wytwórców, którzy specjalizowali się w różnych wyrobach. Pracowali całymi rodzinami, czasem przez kilka pokoleń. Kilku utalentowanych wytwórców zasłynęło szczególnie , np. Andrzej Opacian Kubin czy Ignacy Prokop. Produkcja  ośrodka ratułowskiego była bardzo bogata: robiono tu fajki, różnego rodzaju spinki do koszul, sprzączki do pasów, opasków, toreb, cuch, łańcuszki do kapeluszy i fajek, dzwonki, głowice do ciupag, rączki do noży tzw. zbójnickich. Najbardziej słynął ten ośrodek z produkcji fajek, z kominkiem obitym dekorowaną mosiężną, alpakową lub srebrną blaszką, ozdobioną rytym lub radełkowym ornamentem, Najozdobniejsze fajki, tzw. zbójnickie przybrane były także w kółeczka, łańcuszki i wieczko z kogutkiem. Ponieważ fajka należała do niezbędnego atrybutu górala, fajki miały duży zbyt. Kupowano je na targach, m.in. w Czarnym Dunajcu i Nowym Targu. Do czasu I wojny skupywali je także hurtowo Żydzi, sprzedając daleko poza Podhalem. W handlu można je było jeszcze spotkać do lat 60., potem stały się obiektami kolekcjonerskimi.

Ratułów i Dzianisz słynęły również z wytwarzania metalowych spinek do męskich koszul. Powszechnie używane do momentu wprowadzenia w użycie koszul z guzikami, odznaczały się ozdobną formą, zazwyczaj smukłego, ażurowego rombu, często u dołu z doczepionymi łańcuszkami i przekolacem do czyszczenia fajki. Najstarsze spinki wytwarzano metodą odlewania, potem zaczęto wycinać je z blachy i ozdabiać stempelkami. Produkowano tu również ozdobne sprzączki do spinania pasów, cuch, męskich  toreb. Wielu wytwórców zajmujących się wyrobami z metalu produkowało elementy do ozdabiania końskich uprzęży. Były to przede wszystkim odlewane kleszcze -końskie główki symetrycznie wieńczące chomąto a także liczne kółeczka, łańcuszki, brzękadła.

Rzemiosłem, które istniało na Podhalu tylko przez ok. 60 lat, jest garncarstwo. Z powodu braku dobrej gliny w większej części Podhala nie było tu tradycji garncarskich. Jedyny warsztat został założony w Chochołowie w 1910 r. przez przybyłego z okolic Gorlic garncarza Tokarskiego. Prowadzony także przez jego syna, został zlikwidowany w latach 70. XX w.

Kolejnym surowcem powszechnie stosowanym na Podhalu jest skóra. Wykorzystywano ją w kuśnierstwie, kierpcarstwie, rymarstwie. Kierpcarzami nazywano specjalistów od szycia tego niezbędnego elementu góralskiego stroju. Kierpce niegdyś wykonywane były we własnym zakresie a nauka szycia uchodziła za niezbyt trudną, wystarczało na nią dwa dni. Powszechnie używano ich jeszcze w czasie II wojny, potem coraz rzadziej. Moda na noszenie kierpców odżyła w latach 60. gdy  zaczęły powstawać licznie zespoły regionalne. Szyciem ich zajęli się wtedy wyspecjalizowani kierpcarze, zmieniła się też ich forma. Zaczęto kierpce zelować, barwić, bogato ozdabiać cętkami  i stempelkową cyfrą. Wśród wielu  kierpcarzy  w latach międzywojennych najsłynniejszym był Józef Bigos z Brzegów, który także wykonywał opaski bacowskie, pasy i paski, torebki, portfele i in. Słynął także jako znakomity spinkarz. Wielu podhalańskich kierpcarzy było jednocześnie rymarzami,  wykonującymi głównie pasy i opaski na zlecenie nakładców. Do czasu II wojny bardzo znanym był ośrodek w Ratułowie ze swoim charakterystycznym zdobnictwem. Obecnie ośrodkiem, gdzie działa najwięcej rymarzy i kierpcarzy, jest Bukowina Tatrzańska.

Z wykorzystaniem skóry związane jest kuśnierstwo. Bardzo prężnie działający ośrodek kuśnierski znajdował się w Białce (Tatrzańskiej). Istniał prawdopodobnie już w końcu XVIII w. a największy jego rozwój przypadał na druga połowę XIX w. i początek XX w. Przed I wojną pracowało tam jeszcze 17 kuśnierzy. Trudno ustalić w jakim okresie pojawiło się w Białce kuśnierstwo towarowe, produkujące znaczne ilości wyrobów nie tylko dla Podhala. Na biało wyprawiane kożuchy męskie i damskie, serdaki, czapki z nausznikami a nawet spodnie miały ogromne wzięcie ze względu na dobrą jakość wyrobów. Zaczęło szybko podupadać już w czasie I wojny, a zamknięcie granicy w 1918 r. odcięło od Białki Spisz, który stanowił zarówno źródło zaopatrzenia w skóry jak i rynek zbytu. Popyt znacznie zmalał, a przyczyniła się do tego także zmieniająca się moda na kożuchy ze skór farbowanych, kupowanych wcześniej na Liptowie, a od ok. 1900 r. wyrabianych także w Zakopanem i Nowym Targu. Zwłaszcza ten ostatni stał się później znanym centrum kożuszniczym i stan ten trwa do dzisiaj.

Kuśnierstwo było zajęciem sezonowym, trwało przez jesień i zimę. Przez resztę roku właściciele warsztatów i zatrudniane przez nich osoby trudnili się pracą na roli lub wypasem owiec w Tatrach – Białka posiadała wielkie obszary wypasowe w Tatrach. Zatrudniani tu byli bezpłatnie praktykanci, przy zdobieniu kożuchów pracowały najczęściej żony i córki kuśnierzy, bowiem w odróżnieniu od skromnie zdobionych kożuchów, bogactwem zdobienia odznaczały się serdaki, zwłaszcza kobiece i wymagały wiele pracy.

Do bardzo rozpowszechnionej wytwórczości domowej na Podhalu a w wielu wypadkach do rzemiosła należało tkactwo. Podobnie jak kuśnierstwo, zaczęło upadać w okresie po I wojnie. Wcześniej niemalże każda chałupa posiadała warsztat tkacki, rozkładany na zimę. Zajęciem tym zajmowały się przede wszystkim kobiety knopki, spotykało się także mężczyzn – knopów. Tkano lniane płótno, chodniki, wełniane lub lniano-wełniane tkaniny przeznaczone do folowania (spilśnienia) na sukno, na czarno-białe kraciate derki. Płótno tkano w kilku rodzajach: zgrzebne (najgrubsze), paceśneomiesne (cienkie) i z przędzy omiesnej wyrabiano jeszcze najcieńsze, rąbkowe. Tkaniny miały opinię materiałów wysokiego gatunku. Józef Konopka (1874 r.) pisał: „Najpiękniejsza przędza, nader cienka i równa, z Waksmundu pochodząca, poszukiwana jest na nici (…) lepsze i cieńsze od szląskich , wychodzą pięknie bielone”. Uprawa lnu była powszechna do czasu I wojny światowej, choć w nieco mniejszej skali uprawiano go jeszcze po II wojnie. Do Chochołowa, Dzianisza, Starego Bystrego i sąsiednich wsi przed I wojną docierali z Górnej Orawy handlarze -płóciennicy trudniący się sprzedażą płótna w Królestwie Węgier a nawet na Bałkanach. Kres temu położyła I wojna i granica po 1918 r.

W okresie późniejszym dostępność niedrogich tkanin fabrycznych zmniejszyła zapotrzebowanie, tkactwo odrodziło się jednak w czasie II wojny. Nie było to jednak tkanie na zbyt, tylko dla siebie. Wyjątkiem było tkanie materiału wełnianego przeznaczonego na sukno na kapce, które w czasie wojny i krótko po niej były bardzo poszukiwane.

W czasie rozkwitu tkactwa istniało kilka form organizacyjnych. Knopki pracowały dla siebie i rodziny, na zamówienie z dalszych wsi, a także na duże zamówienia od handlarzy. Czasem sprzedawały swoje wyroby na targach. Szczególnie korzystne były zamówienia hurtowe, zwłaszcza na tkaniny wełniane. Handlarze dostarczali tkaczkom surowiec, odbierali tkaninę do spilśnienia w foluszu. Tradycje tkackie na Podhalu zostały wykorzystane w pierwszej połowie XX w. przez grupę artystów, którzy w 1910 r. założyli pracownię „Kilim”. W tymże czasie zorganizowano w Zakopanem kursy projektowania kilimów, w następnych latach także  na kilku wsiach. Po wojnie technika kilimiarska wprowadzona została do programu szkoły im. H.Modrzejewskiej, a absolwentki z podhalańskich wsi często pracowały w systemie nakładczym w spółdzielniach cepeliowskich.

Całkowicie zanikłym rzemiosłem jest farbiarstwo. Strój kobiecy bardzo skromny do połowy XIX w., stawał się w jego drugiej połowie coraz bogatszy i kolorowy. Zamożne góralki szyły sobie stroje nawet z drogich brokatów czy adamaszków, uboższe z farbowanych i drukowanych lnianych płócien. Tkaniny drukowane zaczęły pojawiać się na Podhalu od lat 40. XIX w. Okres największego rozwoju farbiarstwa przypadł na lata 60 – 70. tegoż stulecia, kiedy to spódnice farbonice  stały się modnym elementem stroju góralek, zaś schyłek tej mody to lata 90. XIX w. Farbowano cienkie i grube płótna lniane, szyto z nich spódnice i zapaski, poszwy na pierzyny i poduszki. Były to tkaniny przeważnie dwubarwne, o niebieskim, granatowym lub czarnym tle i najczęściej białym drobnym wzorze kwiatowym. Tkaniny te drukowano ręcznie metodą batikową i farbowano w indygo. Farbiarnie te, a zarazem drukarnie płócien działały w Poroninie, Chochołowie i Nowym Targu. Były to miejscowości, gdzie kwitło tkactwo i handlowano płótnem.

Największy rozkwit krawiectwa wiejskiego na Podhalu przypadał na przełom XIX i XX wieku, choć strój ludowy jeszcze w okresie międzywojennym noszony był powszechnie. Rozróżnić trzeba krawiectwo męskie i damskie, ponieważ strój męski szyli i szyją specjaliści – krawcowie, natomiast kobiecy w dawnych czasach często był szyty samodzielnie w domu. Najważniejsze elementy męskiego ubioru czyli portki i cuchę wykonywane były przez krawców, na indywidualne zamówienie i według tego zamówienia odpowiednio zdobione. Na przestrzeni lat zmieniały się mody i właśnie często to krawcy wprowadzali nowinki w kroju lub w zdobnictwie. Największe zmiany nastąpiły na przestrzeni lat w zdobnictwie portek. Z bardzo skromnie lub wcale nie zdobionych w końcu XIX w. przekształciły się w latach powojennych w przeładowane ozdobami, by znowu w ostatnim czasie powrócić do skromniejszych, często jednokolorowych zdobień. Zmieniał się także krój portek, zakończenie nogawek. Podobnie miała się rzecz ze zmianami w zdobieniu cuch. Zmiany te najczęściej wprowadzane były właśnie z inicjatywy krawców.

Faktem jest, że na Podhalu można było odróżnić mieszkańców danej wsi po charakterystycznych detalach stroju. Jednakże nie w każdej wsi znajdował się krawiec. Często korzystano z usług fachowca mieszkającego w innej wsi, ale cieszącego się uznaniem i sławą. W literaturze zachowało się szereg nazwisk krawców podhalańskich o wyjątkowej sławie. Jednak nie każdy wiejski specjalista zdobywał liczną klientelę, wielu pracowało dorywczo lub po nieudanych próbach zarzucało swą działalność.

W dawnych czasach kobiecy, prosty strój wykonywany był najczęściej samodzielnie w domu. Wraz z jego rozwojem, bogaceniem się w elementy zdobnicze szyciem zaczęły zajmować się wyspecjalizowane szwaczki. Szyły one także męską bieliznę, koszule i tzw. męskie bluzki czyli czarne lub granatowe wełniane kurtki wzorowane na kurtkach mundurowych. Głównie zajmowały się jednak szyciem damskiej garderoby. Często wzorowały się na modzie miejskiej wzbogaconej w podhalańskie elementy. Niezmiennie wielkim powodzeniem cieszył się biały haft na płótnie, od dawna jednak nie jest wykonywany ręcznie. Już około 1925 – 1930 r. zaczęto wykonywać go maszynowo a na wsiach podhalańskich prowadzono kursy haftowania maszynowego. Kobiety tym zajmujące określa się mianem hafciarek.  Za najtrudniejszą do wykonania część garderoby uchodziły gorsety. Niektóre szwaczki wykonywały je dla siebie i rodziny. Najczęściej jednak zamawiano je u wyspecjalizowanych renomowanych hafciarek. Słynęło z tego zwłaszcza Kościelisko.

Podsumowując, należy stwierdzić, że obecnie rozwój poszczególnych rzemiosł na Podhalu jest bardzo nierównomierny. Niektóre specjalności uległy całkowitemu zanikowi, jak np. garncarstwo czy tkactwo lub przekształciło się jak kowalstwo. Natomiast okres świetności przechodzi budarstwo oraz stolarstwo budowlane i meblowe, w których jest duża ilość rzemieślników  o wysokim stopniu kwalifikacji, działających nie tylko w obrębie Podhala, ale nawet poza granicami kraju.

Nie wchodzi w zakres tego tematu problematyka przemysłu wiejskiego. Na Podhalu obiekty tego typu jak młyny, tartaki, folusze, browary, olejarnie, gonciarnie znane były w licznych wsiach. Jest to jednak temat bardzo obszerny, przekraczający ramy niniejszego opracowania.

Marta Wesołowska