s
Górale Sądeccy

Górale Sądeccy

Obrzędy i Zwyczaje Doroczne - cz. II

  • Zwyczaj stawiania mojów, topienia marzanny i chodzenia po wsi z gaikiem, w tym regionie nie był znany, natomiast od kilkudziesięciu lat, zaczął się przyjmować zwyczaj stawiania tzw. wiechy, łudząco przypominającej tradycyjną wiosenną moję. Wiechę stawia się dla popularnych i lubianych współmieszkańców wsi, w przeddzień ich imienin.
     
  • Św. Wojciecha – (23 kwietnia)
    Szczególnie ważna w codziennym bytowaniu górali była wigilia św. Wojciecha ponieważ wierzyli, że w tym dniu czarownice mają niezwykłą moc działania szkodliwego szczególnie tego, które odbiera krowom mleko, więc okadzano bydło poświęconymi ziołami i to samo czyniono przed pierwszym wypasem. Kiedy w jakimś rejonie krowy nie dawały mleka, to mówiono, że to przez czarownice, które chodziły po polach i zbierały rosę z łajna. Nie wolno było pożyczać nieznanej osobie powązki – szmatki do przecedzania mleka lub innego przedmiotu służącego do udoju, bo to mogła być czarowni- ca, która odbiera krowom mleko. Nie sprzedawano, nie dawano i nie pożyczano nikomu niczego z domu, bo to mogło sprowadzić nieszczęście. Przestrzegano zakazu wydawania mleka po zachodzie słońca. Wiara w to była tak silna, że niektórzy gospodarze przez całą noc czuwali w stajni, pilnując bydła.
     
  • Św. Marka – (25 kwietnia)
    Ponieważ wierzono, że czarownice mogą przemieniać się w żabę, która rzuca czary, to jeśli w ten dzień taką zobaczono koło domu, należało złapać ją, odciąć jej nogę i włożyć po kamień lub próg, by czary nie miały siły.
     
  • Dni Krzyżowe (data ruchoma)
    Były to trzy dni poprzedzające Wniebowstąpienie Pańskie które Górale sądeccy obchodzili uroczyście. Np. w Łącku na tę okazję strojono w okolicy w kwiaty i wstążki trzy krzyże, do których w każdy dzień do innego krzyża, szła z kościoła procesja z księdzem pod baldachimem. Ustawiony stół pod krzyżem służył za ołtarz, na którym ksiądz kładł monstrancję i odbywało się nabożeństwo pokutne z prośbą o dobre plony, w którym brali udział mieszkańcy okolicznych wsi.
     
  • Zielone Świątki – Zesłanie Ducha Świętego – (data ruchoma)
    Powszechnie stosowanym zwyczajem - w wielu miejscach utrzymującym się do dzisiejszych czasów - było majenie domu tylko gałązkami brzozy, trzymanymi do wigilii św. Jana, które później używali do zabiegów magicznych. Majono też stodoły i spichlerze. Nie majono nigdy gałęziami osiny, bo jak mówili; gałęzie osiki przynoszą nieszczęścia, gdyż na osice powiesił się Judasz, który zdradził Pana Jezusa. W przeddzień Zesłania Ducha Św., wszyscy palili ogniska zwane sobótkami.  W tym dniu pasterze od swoich gospodarzy dostawali jajka, czasem i chleb, więc zbierali się w większe grupy (umawiając się wcześniej), palili na górach ogromne ogniska, swoje sobótki i smażyli jajecznicę. Sobótki palono na wszystkich górach, które przede wszystkim organizowała młodzież, często z muzyką, tańcami z dziewczynami i popisami chłopaków w skakaniu przez ogniska. Starsi organizowali ogniska na swoich osiedlach. Wspominali, że dawniej chłopcy z zapalonymi od ogniska, starymi miotłami brzozowymi umaczanymi w smole, biegali po polach i rzucali je wysoko – co miało zapewnić urodzaj. Inni powtarzali, że ogniska pali się po to, by odstraszyć wszystkie złe duchy.
     
  • Boże Ciało – (data ruchoma)
    Dawniej i współcześnie w Boże Ciało odbywały się procesje do czterech ołtarzy, które w przeszłości budowali mieszkańcy wyznaczonych osiedli, strojąc je kwiatami i brzózkami. Po przejściu procesji, jej uczestnicy obłamywali gałązki brzóz, które po powrocie do domu wbijano na grządki przeciwko gryzoniom, kładli je w spichlerzu i na strychu, by chroniły gospodarstwo, do okadzania bydła, jako lekarstwo (wywar z liści) na ból nerek i pęcherza i palono je w piecu do rozganiania chmur burzowych i odpędzaniu burzy. To samo robiono po przejściu procesji. z kwiatkami, które sypały dziewczynki pod nogi księdza.  Oktawa Bożego Ciała zwana oktobą kończyła się święceniem wianków plecionych z różnych ziół i kwiatów. Po ich poświęceniu wieszano je przeważnie w izbie obok krzyża, czasem w sieni lub spiżarce. Zioła z wianka używano przeciw czarom, w chorobie ludzi i zwierząt i przy ich okadzaniu przed pierwszym wypasem oraz w odstraszaniu burzy.
     
  • Św. Jana Chrzciciela – (24 czerwca)
    W wigilię św. Jana majono też domy, ale gałęziami leszczyny, przed wcześniejszym zdjęciem zielonoświątkowej brzeziny, jeśli  wcześniej sama nie odpadła. Gałązki leszczyny wbijano w grządki jarzynowe, żeby lepiej rosły, a liście przykładano na odciski. W okolicach Kamienicy wczesnym rankiem zbierano zioła dla celów magicznych, ale szkodliwymi były te, które zbierano na rozstajach przy księżycu. Wszyscy powtarzali o zakazie kąpieli w rzekach przed św. Janem, bo on musi najpierw wodę poświęcić. W Obidzy wróżono o życiu i śmierci na podstawie zachowywania się kwiatów dzikiego słonecznika włożonych w tragarz. Jeśli kwiat szybko wiądł, przepowiadało to śmierć domownika. W Łącku, po II wojnie światowej w dzień Św. Jana pojawił się zwyczaj rzucania wianków na wodę, podczas organizowania przez młodzież wspólnej zabawy ze śpiewem i tańcami przy ognisku nad brzegiem Dunajca.
     
  • Św. Piotra i Pawła – (29 czerwca)
    W dniu tym, poza udziałem w nabożeństwie szczególnie mężczyzn noszących te imiona, nie odznaczał się niczym szczególnym.
     
  • Św. Matki Boskiej Zielnej – Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny – (15 sierpnia)
    To ważne i wielkie święto dla ludzi gór, w którym święciło się w postaci wielkiego bukietu zwanego zielem, wszystkie owoce codziennej pracy, przy sianiu, sadzeniu, zbieraniu, co urosło w polu, w sądzie i w lesie.  Ziele (bukiety) przygotowywały kobiety i panny, one też szły z nimi do kościoła by je poświęcić. Dawniej musiało w nim być choćby po jednym kłosie każdego zboża, każde warzywo lub jego listek, owoce z sadu, każdy kwiatek z ogrodu i z pola i każde zioło, które w ciągu roku służyło do różnych magicznych zabiegów. Wykorzystywano je wielokrotnie jako lekarstwo dla ludzi i zwierząt, do okadzania krów po ocieleniu i przed wypędem zwierząt na pierwszy wypas, przeciw burzom, powodziom, gradobiciu i jako doda-tek do siewnego ziarna. Z poświęconego ziela, jabłka krojono na kawałki i każdy domownik zjadał dla ochrony przed bólem gardła, a ziele traktowane jako świętość, pozostawało przez cały rok zawieszone koło świętych obrazów, w bezpiecznym miejscu.
     
  • Dożynki
    W gospodarce żniwnej górali był niepisany zwyczaj kolejności zbiorów zbóż. Najpierw zbierało się żyto, następnie pszenicę, potem jęczmień i owies. Żniwa zaczynano przeważnie we środy. Bogatszy gazda posiadający dużo obsianego pola, najmował do żniw ludzi mało zamożnych – po prostu biednych - którzy często pracowali za jedzenie. Bywało, że część posiłku zjadali, a część zanosili swoim dzieciom.  Przed rozpoczęciem koszenia do żniwiarzy przychodził gazda i mówił: zaczynajcie, w Imię Boga, i oni przeżegnawszy się rozpoczynali pracę. Kiedy koszono ostatni zagon, dwie żniwiarki schodziły z pola i robiły ze zboża ograbek, czyli wieniec dożynkowy ustrojony we wstążki i kwiaty z bibuły zrobione wcześniej w domu. W Maszkowicach ograbkiem był snopek zboża, bardzo bogato przy- przystrojony, a w Kamienicy i Szczawie był płaskim kółkiem ułożonych koncentrycznie kłosów i kwiatków przyozdobionych kolorowymi wstążkami. W Obidzy i Łącku żniwiarki robiły wieniec pszeniczny, a kosiarze owsiany snopek ustrojony kwiatami. Ostatni snopek owsiany ze żniw, był chowany na wigilię B. Narodzenia. Dla gazdy pleciono oddzielny ograbek, przeznaczony do poświęcenia go w święto M. B. Zielnej. Gdy ukończono pracę na polu i gotowy był ograbek, zbierali się wieczorem wszyscy którzy pracowali u gazdy,  gromadą szli do jego domu i przed nim śpiewali: Wstańze ty ograbku, boś się dość nalezoł, nózki skołejcałe, jakze bedzies biezył. Wyźryj ze gazdusiu, w biołych płócioneckach, niesemy ograbek w cyrwonych wstązeckach. Tej nasej gosposi kawa wykipiała, bo się na ograbek, przez okno patrzała. Idziemy, idziemy z góry koło wody, niesiemy ograbek gospodyni młodej. Skosili my pole do końca, do końca, teroz poprosomy o izbe do tońca. Gazda i gospodyni przed progiem odbierali ograbek, który potem powiesili koło obrazów i zapraszali przybyłych do izby, na przygotowany dla nich poczęstunek. Była to kawa z mlekiem i kołacze oraz potrawa mięsna. Gazda częstował mężczyzn wódką, a kobiety winem. Była muzyka, to też były i tańce. W Kamienicy zanoszono do kościoła tradycyjny płaski wieniec, a w Zalesiu uroczyście, z muzyką, wieniec dożynkowy od całej wsi, wieźli na wozie do kościoła, a starostowie nieśli bochen chleba dla księdza.
     
  • Wykopki, tarcie lnu i wyskubki
    Wszystkie te prace mieszkańcy gór wykonywali wspólnie i wspólnie świętowali ich zakończenie, dziękując Opaczności za udane zbiory. Na wykopki organizowali sąsiedzką pomoc dla tych, którzy nie mieli wiele, dzięki której szybko uporali się z wykopaniem ziemniaków i mogli najmować się do wykopków u bogatszych gazdów. Prace te wykonywały przeważnie kobiety i dziewczęta w dużej grupie. Na koniec tych prac dziewczęta robiły wykopek – zrobiony z gałęzi tarniny z ponabijanymi na kolcach małymi ziemniakami, będący ozdobą, symbolem pracy i poczęstunku z zabawą. Wieczorem z nim, całą gromadą idąc do gospodyni, śpiewali wesoło. Po wręczeniu jej wykopka, gospodyni zapraszała na poczęstunek, który odbywał się ze śpiewem i tańcami, do których spraszano chłopaków. W podobny sposób odbywało się świętowanie po zbiorze lnu. Po ścięciu rozkładano go w równych rzędach na łąkach do przesuszenia, następnie wiązano w małe snopeczki i dawano do wysuszenia w suszarniach do owoców.  Po wysuszeniu, przeważnie dziewczęta i młode kobiety, które umiały to robić, zajmowały się tarciem lnu na tarlicach, a po skończonej pracy zanosiły gospodyni gotowy len do przędzenia. Dziewczęta te nazywano tarlikami. Tak samo pracowano i świętowano przy wyskubkach, które odbywały się po zakończonych pracach na polach, późną jesienią i zimą. W domach gospodyń, które chowały gęsi, zbierały się wieczorami kobiety i dziewczęta na darcie pierza – wyskubki. Przy tej pracy śpiewano, opowiadano o wydarzeniach we wsi, o duchach i straszydłach i różnych sprawach codziennego życia. Gospodyni na zakończenie organizowała poczęstunek, i jeśli nie był to adwent, też potańcówkę. Chłopcy zawsze wiedzieli gdzie odbywa się takie spotkanie, więc przychodzili z muzyką pod okna, czkali na koniec pracy i wtedy wchodzili do izby, często robiąc różne żarty z pierzami.
     
  • Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki (1-2 listopad)
    Wielkie to święta górali, związane tradycją pamięci o zmarłych domownikach i ich duszach. Wszyscy szli do kościoła na nabożeństwo żałobne i na cmentarz. Groby przyozdabiano barwinkiem, mirtem i kwiatami z bibuły maczanymi wcześniej w roztopionej świeczce lub wosku, żeby nie uległy zniszczeniu na deszczu. Powszechnie uważano, że w ten dzień w nocy przychodzą z zaświatów dusze zmarłych do swych domów i trzeba im na stole zostawić jedzenie, więc nie zamykano na noc drzwi. W te dwa dni obowiązywał zakaz pracy w polu i w lesie, żeby duszom nie przeszkadzać. Ponieważ nie wolno było też brać do rąk ostrych narzędzi, to chleb łamano a nie krojono. Gospodynie piekły bochnocki, rozdawane żebrakom, którzy za to, mieli się modlić za dusze zmarłych. Był to zwyczaj powszechnie praktykowany. Wierzono też, że w kościele o północy z 1 na 2 listopada, mszę odprawia zmarły w tej parafii ksiądz, na której gromadzą się wszystkie dusze i po jej zakończeniu rozchodzą się do swoich domów.
     
  • Dni Św. Marcina - (11 listopada) i Św. Katarzyny - (25 listopada)
    Przez górali sądeckich nie były świętowane i niczym specjalnym nie zaznaczyły się w codziennym życiu.
     
  • Św. Andrzeja – (30 listopada)
    Wigilia św. Andrzeja to dzień wróżb panien chcących dowiedzieć się czy wyjdą za mąż, kiedy i jaki będzie ten przyszły mąż. W tym regionie często przy wróżbach byli chłopcy, podglądając ich wyniki oraz uczestniczyli w organizowanych zabawach z udziałem muzyki. Najpopularniejszymi wróżbami były: lanie wosku przez ucho klucza lub przez obrączkę, przykrywanie garnuszkami różnych przedmiotów i wybór jednego, który zapowiadał; zamążpójście, staropanieństwo, zgon, zakon, jakiś zawód, bogactwo lub biedę. Było tu jeszcze; ustawianie butów przez izbę do progu, przynoszenie naręcza drewien i liczenie czy jest ich do pary, obejmowanie kołków w płocie zasięgiem rozłożonych rąk czy nasłuchania szczekania psa oznajmiające z której strony przybędzie przyszły mąż. Dzień św. Andrzeja kończył rok obrzędowy w kulturze ludowej.

Opracowanie Michalina Wojtas

 

Bibliografia.

  1. Kultura ludowa Górali Sądeckich od Kamienicy, Łącka i Jazowska, Praca zbiorowa pod redakcją Katarzyny Ceklarz i Magdaleny Kroh, Kraków 2016, Biblioteka Górska Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK w Krakowie.
  2. Kwaśniewicz Krystyna, Zwyczaje doroczne polskich górali karpackich, Bielsko-Biała 1998.
  3. Kwaśniewicz Krystyna, Rok obrzędowy, [w:] Studia z kultury ludowej Beskidu Sądeckiego, pod redakcją Anna Kowalska-Lewicka, Wrocław, Kraków 1985.