s
Krakowiacy

Krakowiacy

Obrzędy i Zwyczaje Rodzinne

Dla naszych przodków obrzędy rodzinne były czymś niezwykłym, czymś bardzo ważnym, wyznaczały najważniejsze momenty w życiu człowieka od jego narodzin aż po śmierć. Chwile te związane były z wieloma zabiegami magicznymi, wróżbami, kontaktami z duszami zmarłych członków rodziny, proszeniem o pomoc, bezpieczeństwo oraz opiekę. Ludowa wizja życia ludzkiego, to nie czas od narodzin do śmierci, ale czas od wypełnienia obrzędowości narodzinowej do pogrzebowej. We wszystkich kulturach szczególne normy strzegły rozmnażania, rodzenia, macierzyństwa i śmierci. W tradycji polskiej Boże Narodzenie było zawsze świętem wielkim i uroczyście obchodzonym, nazywano je GODAMI LUB GODNYMI ŚWIĘTAMI. Szczególnie w tych obrzędach widać wyraźne ślady pogańskich praktyk agrarnych, hodowlanych i zadusznych, mających na celu zapewnienie zdrowia ludzkiego, szczęścia oraz pomyślności we wszystkich pracach gospodarskich stanowiących podstawę utrzymania. Mają one długą i wielowątkową tradycję sięgającą czasów rzymskich i rodzimych przedchrześcijańskich. Niezależnie jednak od wszystkich tych wątków, Boże Narodzenie obchodzone jest, jako święto chrześcijańskie.

 

OBRZĘDY RODZINNE

  • Narodziny

Brzemienną kobietę obwarowywano taką ilością nakazów i zakazów, że skutecznie oddzielano ją od otaczającej codzienności. Wszystko, co czyniła kobieta brzemienna mogło mieć wpływ na usposobienie dziecka. Wedle tradycyjnych ocen, dziecko wcale nie dziedziczyło cech po rodzicach.  Z punktu tradycyjnego widzenia światopoglądu, poród był sytuacją graniczną, więc musiał odbyć się w miejscu bezpiecznym. Izba musiała być odpowiednio przygotowana a sam dzień narodzin dziecka był wróżbą na jego przyszłość.

Zaraz po urodzeniu żegnano dziecko znakiem krzyża. Pępowinę przecinała babka i ona   przeważnie  też zakopywała łożysko, choć czasem czynił to ojciec. Łożysko powinno być zakopane w miejscu niedostępnym dla zwierząt, choć gdzieniegdzie zakopywano pod progiem obory, aby dobrze chowało się bydło. Jeśli dziecko urodziło się w „czepku” (z łożyskiem) mówiono, że będzie szczęśliwe. Noworodka zawijano w płótno, którym dość ciasno go krępowano, z wyciągniętymi wzdłuż ciała rączkami. Dziewczynkę często kładło się na chwilę, na męską garderobę lub owijano jakąś jej częścią. Chłopca okręcali w kobiecy fartuch.  „Babka” (kobieta odbierająca poród) podawała dziecko do ucałowania ojcu, który tym aktem uznawał go za swoje, potem matce. Pierwszym rytuałem  inicjacji  była  kąpiel, dlatego też bardzo dużo związanych z nią było zakazów i nakazów. Na  przykład:  woda do pierwszej kąpieli nigdy nie powinna być gotowana, aby dziecko nie było „w gorącej  wodzie kąpane”, kąpiel odbywała się w dzieży na co dzień używanej do wyrabiania ciasta, aby zapewnić jego  dobry rozwój,  nad wodą czyniono znak krzyża i wrzucano monety do wody na szczęście … „Babka” celebrowała cały obrzęd narodzin. Ona też wszystko porządkowała, gdy dziecko poddano już wstępnym zabiegom włączającym  go w ludzką społeczność. Zajmowała się resztkami z porodu tzn. łożyskiem, pępowiną czy czepkiem. Były to części ludzkiego ciała, więc nie było obojętne  co z nimi się stanie.  Najczęściej stawały się talizmanami  dziecka, przynoszącymi szczęście i odstraszającymi zło. Noszono je przez całe życie i składano razem z człowiekiem do grobu. Pępowiny nigdy nie wolno było wyrzucić czy zakopać. „Czepek”, czyli błonę pokrywającą główkę niemowlęcia, uważano za wyjątkowe wyróżnienie i wróżbę przyszłej niezwykłości. ”Nieczystość„ kobiety  po porodzie powodowało jej ścisłą izolację w społeczeństwie. Zabraniano jej między innymi : wychodzenia w pole, do sadu czy warzywnika, dojenie krów, pieczenie chleba, czerpania wody ze studni, dotykania święconej wody, przechodzenia  przez miedzę, składania wizyt, dotykania dzieży, narzędzi pracy, żywności…  za każdym razem wychodząc z domu musiała się odpowiednio zabezpieczać. Znaczenie izolacyjno-ochronne przypisywano  stalowym, ostrym i kłującym narzędziom. Sześć tygodni po porodzie, kiedy to powracały  podstawowe funkcje biologiczne kobiety, miał miejsce, tak zwany „wywód”. Zawsze odbywał się w kościele i raczej przypisywano mu cechę błogosławieństwa, chociaż miał pewne momenty o charakterze oczyszczającym.

  • Chrzest

Dziecko nazwane, to umiejscowione w rzeczywistości. Gdy „babka” stwierdziła ,że dziecko jest bardzo słabe, to chrzczono je z wody, żegnano znakiem krzyża i wypowiadano imię. Gdy dziecku nic nie zagrażało, to  czekano z obrzędem i skrupulatnie wybierano chrzestnych, czyli  tzw. kumów . Wierzono, że życie dziecka i jego charakter będzie związany z parą rodziców chrzestnych. Kumowie to para ważnych postaci w obrzędzie inicjacyjnym, który umożliwia zaistnienie dziecku w świecie ludzi. Inicjacyjny obrzęd chrzczenia to wprowadzenie dziecka do społeczności ludzi.  Głównymi jego rytuałami są obmycie, wyznanie wiary i nadanie imienia. A wszystko oczywiście odbywa się w towarzystwie opiekunów obrzędowych. Sam obrzęd w szczególny sposób łączy parę rodziców chrzestnych. W rodzinie dość często uważało się kumów za najbliższych krewnych.  Przeprowadzenie dziecka przez obrzęd inicjacyjny  spokrewniało duchowo obcych do tej pory ludzi. Chrzest odbywał się zwykle w niedzielę po mszy świętej. Po drodze do kościoła i podczas chrztu wróżono z zachowania dziecka.  Można było wnioskować, kim będzie w przyszłości. Obowiązki chrzestnych nie kończyły się  wraz z obrzędem chrztu, ale trwały do momentu usamodzielnienia się chrześniaków. Wierzono, że z imieniem wiąże się jego los, a może nawet wygląd.

Kolberg pisał „ Krzaśny albo krześna poniosą dziecko w białej poduszce i nowej koszulce do kościoła, a po odbytym chrzcie przyniosą je do domu i oddając matce mówią, wzięli my wom poganina a przynieśli krześcijanina. Rzekszy to, daje on i ona, dość jest ich wola, zwykle po trzy złote dla dziecka w upominku.”

Na niektórych terenach dziecko otrzymywało od chrzestnej  bułkę sporych rozmiarów tzw. kukiełkę.

  • Wesele

Wesele było ważnym aktem dotyczącym nie tylko  losu dwojga ludzi, ale całej społeczności wiejskiej. Nasycone było wieloma elementami dotyczącymi treści społecznych i wierzeniowo-magicznych. Wiele już z nich nie zostało a te  co są, zostały zredukowane albo pozamieniane. Wesele to obrzęd przejścia. Odpowiadają temu odpowiednie etapy, którym towarzyszą odpowiednie czynności. Obrzędy weselne wydają się mało zróżnicowane i oparte na tym samym scenariuszu. Demonstruje się w nich symbolikę inicjacyjną i płodnościową. Widać w nich  wyraźny obrzęd przekazania i przyjęcia daru. Tym darem była kobieta. Mieszkańcy wsi dobierali sobie małżonków raczej z najbliższych okolic. Poznawali się na jarmarkach, odpustach, pielgrzymkach, przy wspólnej pracy, chodzeniu na „muzykę”, uroczystościach rodzinnych, w okresie jesienno-zimowym podczas darcia pierza, przędzenia lnu, szycia, wyszywania ale znajomość młodych do zawarcia małżeństwa wcale nie była konieczna. Dość często zdarzało się, że przyszli małżonkowie nie znali się przed ślubem. Głównym czynnikiem decydującym o wyborze danej kandydatki lub kandydata były względy majątkowe i społeczne.

Domy  w których mieszkały panny na wydaniu, często bywały znakowane np.: przez malowanie ścian czy utrzymywanie ogródków przed domami ( uprawiały tam zioła do przyszłego wianka- mirt, ruta, rozmaryn lawenda).

Aby związek został zawarty zgodnie z przyjętymi normami, wpierw musiało dojść do porozumienia rodzin. Rozmowy w imieniu rodziców chłopaka prowadził swat .Swaty zwyczajowo odbywały się we czwartek, mówiono także, że sobota  i środa jest dobra. Za niepomyślny dzień uważano piątek – dzień postu. Nie urządzano ich  w poście, Wielki Tydzień i Adwent. Niekiedy brano pod uwagę kwadry księżyca, udając się w swaty, gdy księżyca przybywa, aby młodej parze zwiększyć bogactwo. Dzień św. Szczepana był także uważany za odpowiedni do pertraktacji . Etap ten w dużej mierze opierał się na konwencjach, które wynikały z tradycyjnego światopoglądu zgodnie z którym nie należało mówić wprost  o podejmowanych zamiarach, tylko symbolicznie  – np. swat pytał o „jałówkę do sprzedania”. Dopiero po pewnym czasie w rozmowie przechodzono do konkretnych „targów”, wychwalania zalet młodych, przedstawiania warunków ożenku itd. Swaty zakończone pomyślnie zakrapiano wódką i ustaleniami  co do spotkania młodych. Nazwa „zrękowiny” pochodzi od zwyczaju podawania rąk przy umowie i związaniu ich przez swata.  To   ślad   dawnego połączenia młodych.

Wiano - zwane również posagiem, miało wielkie znaczenie już na etapie swatania. Istotne było to, jak uposażona jest skrzynia dziewczyny. Ilość i jakość poszczególnych elementów uposażenia wskazywała na bogactwo i wartość panny. Dziewczyna obowiązkowo dostawała krowę albo jałówkę, chłopak konia i narzędzia rolnicze. Przy przenosinach cała wieś mogła oglądać wiano dziewczyny. Na wozie eksponowane miejsce zajmowała zawsze malowana skrzynia, zwana skrzynią wianną. W niej były ubiory, chusty, święte obrazy, dokumenty z sądu o zapisie, korale, wstążki, książeczka do modlitwy… obok skrzyni leżały pierzyna, poduszki, sprzęty gospodarskie. Bywało czasem, że dobytek młodej mężatki przewożony był na kilku wozach. A do ostatniego wozu przywiązywano krowę.

Zapowiedzi były formą powiadomienia społeczności o konkretnych planach małżeńskich. Okres zapowiedzi przeznaczano na przygotowania przedweselne, wybór dostojników weselnych, godzenie muzyki, zgromadzenie zapasów żywności, ustalanie orszaku ślubnego i zapraszanie gości. Uroczyste zapraszanie gości było jednym z ważniejszych części obrzędu weselnego.. Duże znaczenie miał tu wybór starosty. Funkcje te powierzano mężczyźnie, który znał obowiązujące procedury i właściwie kierował przebiegiem wesela. Pełnił tez niejako funkcje sakralne: błogosławił i wiązał ręce młodym w czasie zrękowin, wygłaszał oracje, był jednym słowem najważniejszym dostojnikiem na weselu. Była to osoba ciesząca się poważaniem i jednocześnie, obdarzona pewnymi walorami, jak dar mowy czy przekonywania. Istotną rolę pełnili też starościna i drużbowie.

Wesela odbywały się najczęściej jesienią (po skończonych pracach polowych) lub zimą (w zapusty) a poprzedzał je wieczór kawalerów i panien. Na uwagę zasługuje jednakże   wieczór panieński podczas którego miały miejsce symboliczne rytuały i obrzędy podkreślające czystość  i niewinność panny. Dziewczęta tegoż wieczoru wiły wianki, robiły rózgę weselną i bukieciki dla drużbów a starsze kobiety w tym czasie  piekły obrzędowe pieczywo – kołacz weselny. W starszych obrzędach tego  wieczoru odbywały się tzw. rozpleciny warkocza panny młodej, co było symbolicznym pożegnaniem się z panieństwem.

W dniu ślubu goście pani młodej zbierali się w jej domu a goście pana młodego w jego domu.

Po uformowaniu orszaku (często dosiadali koni)  przed domem pana młodego udawano się do domu panny młodej. Po drodze pan młody napotykał rozmaite przeszkody i zagrodzenia, przy których czuwali wiejscy chłopcy, oczekujący wykupu a przed domem panny młodej drużki zgodnie ze starym  zwyczajem proponowały mu fałszywą narzeczoną. Zwyczaj ukrywania panny młodej należał do tradycyjnych zabaw ludowych, ale miał także inny wymiar. Symbolizować miało zdobywanie panny młodej i podkreślać kolejny raz jej wartość dziewictwa.

Najważniejszymi elementami domowej obrzędowości weselnej przed ślubem były przeprosiny i błogosławieństwo. W tradycyjnym weselu, wstępem do błogosławieństwa rodziców było długie pożegnanie, podziękowania i przeprosiny, które panna młoda składała zarówno rodzicom, rodzeństwu i przyjaciołom, jak i domowi, progom, sprzętom. Było to  więc pożegnanie i rytualne rozstanie z najbliższą rodziną i wszystkim, co stanowiło jej dotychczasowe życie. Błogosławieństwo rodziców wyrażało zmianę stanu i statusu społecznego panny młodej. Błogosławieństwo weselne przebiegało według ściśle przestrzeganego scenariusza. Przed wyjazdem do kościoła, rodzice często w towarzystwie starostów, zasiadali lub stawali przed świętymi obrazami, za przykrytym białym obrusem stołem, na którym znajdował się krzyż, woda święcona, niekiedy chleb i sól. Panna młoda, mimo ponagleń, długo i z wielkim płaczem żegnała się z rodziną i domem. Błogosławieństwo przebiegało w nastroju powagi w  który wprowadzał rzewny śpiew drużek i płacz panny. Młodzi przystępowali do rodziców i schylając im się do kolan, całując ręce i obejmując nogi prosili o przebaczenie i udzielnie błogosławieństwa. W imieniu młodej przemawiał starosta. Formuła rodziców była krótka: „Niech Was Bóg i Matka Najświętsza błogosławi”. Rodzice całowali w czoło, robili nad nimi znak krzyża. Najczęściej błogosławieństwu towarzyszyła oracja wygłaszana przez starostę. Błogosławieństwo rodziców utożsamiane było z błogosławieństwem bożym. Brak zgody na małżeństwo mogło sprowadzić nieszczęście nie tylko dla młodych, ale i na całą rodzinę. Po wyjściu z domu panny młodej formowano orszak weselny. Młodzi jechali osobno. Po drodze do kościoła napotykali przeszkody: bramy, „ślabany”… stali przy nich i czekali różni przebierańcy. Przeważnie byli to ludzie obcy , nie proszeni na wesele. Zwyczajowo należało wykupić się wódką i dopiero po złożeniu okupu  orszak mógł udać się dalej. Bramy są symboliką przejścia. Stawianie ich po wyjściu z kościoła pozbawione jest logiki. Po ślubie, młodzi razem wychodzili z kościoła i razem wracali do domu. W drodze powrotnej wstępowano do karczmy na mały poczęstunek. Na wsi było to regułą. Poczęstunek a czasem i tańce trwały krótko. W domu  rodzice witali młodych chlebem i solą który oni z szacunkiem całowali a następnie kawałek odłamywali, wkładali do soli i spożywali. Najważniejszymi momentami samego wesela było dzielenie kołacza i oczepiny. Ceremonie te łączyły się w całość, wyrażając najważniejszą treść weselną tj.  zmianę stanu i statusu społecznego pani młodej. Obecni goście swoją aprobatę i uczestnictwo w obrzędzie potwierdzali spożyciem kołacza. Kulminacyjnym momentem wesela były  oczepiny, tzn. rozstanie się panny młodej z wiankiem panieńskim i przejście do grona mężatek.  W tym celu  starościny sadzały ją na przygotowanym chlebnym tronie (dzieży) , zdejmowały  wianek  albo ścinały warkocz, pasemko włosów lub tak upinały pod czepcem, że nie było go widać. Następnie nakładały czepiec a panna trzykrotnie go zrzucała, Niekiedy wiązana była chusta czepcowa.  Podczas oczepin śpiewano jedną z najstarszych pieśni obrzędowych zwaną chmiele, która jest uważana za najstarszą polską pieśń weselną. Śpiewana była przynajmniej od XIV wieku. Pieśń ta o wielu zwrotkach  opowiadała jak to chmiel zrywano, warzono, a pannę młodą dawano mężowi i prowadzono do małżeńskiej łożnicy. W czasie  oczepin miał miejsce zwyczaj zbierania  pieniędzy na czepiec, za wianek… „Młoda” trzymała na kolanach ozdobny talerz lub misę  do których wrzucano pieniądze. Następnie odbywał się obrzędowy taniec kobiet-mężatek z panią młodą, który symbolicznie wyrażał przejście pani młodej do społeczności kobiet zamężnych a także wyjęcie jej spod opieki rodziców i oddanie mężowi. Drugi dzień wesela zwany poprawinami robiono przeważnie w zamożniejszych  rodzinach.

W dawnej obrzędowości ludowej jednym z  końcowych  etapów  uroczystości weselnych odbywających się w domu były pokładziny polegające na uroczystym zaprowadzeniu nowożeńców przez gości weselnych do łożnicy. Towarzyszyły temu   różne zabiegi mające sprowadzić płodność.

Ostatni etap to przenosiny, które były symbolicznym pożegnaniem się młodej mężatki z rodzicami i domem. Przebiegały uroczyście, młoda żegnała się z rodzicami, rodzeństwem, zagrodą i przedmiotami domowego użytku. Odwlekała moment odjazdu podobnie, jak w czasie wyjazdu do ślubu.  Posag wieziono  na wozie, tak, by wszyscy mogli go obejrzeć i ocenić. Powitanie młodej w domu teściów także odbywało się zgodnie z rytuałem – do środka wprowadzała ją zwykle teściowa, która witała  ją chlebem i solą Czasami domownicy przygotowywali różne „niespodzianki” mające na celu sprawdzenie charakteru i umiejętności młodej mężatki np.: musiała się wykazać, dojąc krowę.

  • Śmierć

Lęk przed niewiadomym, żal za bliską osobą, a równocześnie obawa przed zmarłymi, przyczyniły się do powstania rozbudowanego zespołu praktyk i wierzeń związanych ze zmarłymi i śmiercią. W przeciwieństwie do współczesnego społeczeństwa, temat śmierci w dawnej kulturze ludowej nigdy nie był traktowany jako tabu. Tak jak naturalnie traktowało się narodziny, tak samo podchodziło się do śmierci. W kulturze ludowej temat śmierci stał się niezwykle podatnym gruntem do utrwalenia i powstania wielu interesujących zwyczajów związanych z umieraniem, pojęciem duszy ludzkiej czy życia pozagrobowego. Z głęboko zakorzenionej wiary w niezwykłą moc zmarłego, jego duszy a także wszystkich przedmiotów, które były z nim w kontakcie, wypływają liczne zakazy i zabiegi magiczne mające chronić przed ich szkodliwym wpływem i jednocześnie ułatwić nieboszczykowi odejście do świata zmarłych. Śmierć nigdy nie jest równa śmierci. Inaczej umiera dziecko a inaczej człowiek stary. Najbardziej zrozumiała jest śmierć człowieka, który przeszedł już wszystkie etapy życia. Powinna rozpoczynać się, gdy zanika płodność, gdy człowiek coraz bardziej słabnie i nie może ciężko pracować, podobnie jak słabną cykle przyrody. Przyjść powinna także jesienią, zimą, przy upływającym księżycu oraz nocą. Dlatego też ludziom starym liczono nie lata a "zimy", natomiast młodym "wiosny". Do tej ostatniej chwili ludzie dawniej spokojnie przygotowywali się, wydając ostatnie zalecenia najbliższej rodzinie. Natomiast każda inna śmierć, nienaturalna, gwałtowana, zawsze budziła obawę wśród ludzi. Dusza zmarłego taką śmiercią mogła być skazana na pokutowanie na ziemi i szkodzenie żywym. Spotkać ją można było nocą w domu, na polach, na rozstajach dróg... Aby tego uniknąć, stworzono cały szereg zabiegów i praktyk mających na celu przerwanie jakichkolwiek więzów łączących zmarłego ze światem żywych. Najwięcej emocji wśród zgonów nienaturalnych, budziło zawsze samobójstwo. Samobójca, a więc człowiek zmarły z brzemieniem ciężkiego grzechu, uważany był za niegodnego pochówku w poświęconej ziemi cmentarnej.  Chowano go w trumnie zbitej z nieheblowanych desek i bez udziału księdza. Lęk przed nim był tak silny, iż nie zawsze wystarczały powyższe praktyki. W przeciwieństwie do śmierci ludzi dojrzałych, śmierć dziecka nie budziła takich emocji, zwłaszcza w czasach, gdy umieralność dzieci była duża, a rodziny wielodzietne.

Według wierzeń ludowych obserwowanie pewnych zjawisk towarzyszących działalności człowieka i następnie zapobieganie im, było w stanie przyczynić się do zachowania życia.

Śmierć przepowiadały trudne do wytłumaczenia odgłosy i zjawiska np.: otwieranie się drzwi, trzaski na strychu, w podłodze, koło pieca, pęknięta dzieża, pęknięcie glinianego dzbanka, garnka żeliwnego, szyby, lustra…, nieoczekiwane efekty prac gospodarczych, zachowanie niektórych gatunków zwierząt i ptaków, interpretacja snów czy nie przestrzeganie reguł zachowania podczas obrzędów rodzinnych i dorocznych. Podobnie jak też pewne zjawiska fizjologiczne i przyrodnicze. Umieranie człowieka tłumaczy się ściśle zasadami religijnymi, jako rozłączenie się duszy od ciała. Tradycja ludowa przypisuje duszy samodzielność istnienia po śmierci. Znakiem jej obecności wśród żywych są przeróżne odgłosy przypominające kroki, trzykrotne pukania w okna, w drzwi, ukazywanie się we śnie… Obecnym zabrania się głośnego płaczu i lamentowania, ponieważ można w ten sposób przedłużyć czas konania. Lekki i szybki zgon przynieść miało ułożenie umierającego na ziemi obok łóżka, gdzie rozścielana była długa, żytnia słoma lub grochowiny. Czasem w tym celu usuwano tylko umierającemu poduszkę spod głowy uważając, że na kurzym pierzu ciężko się kona. Ciężkie i przedłużające się konanie, tłumaczone jest często konsekwencją złego życia. Aby ulżyć konającemu w cierpieniu, praktykowane było śpiewanie pieśni żałobnych, odmawianie różańca, kropienie go i otoczenia święconą wodą, podawanie mu krzyża do całowania, świecenie gromnicy czy stawianie przed oczami obrazów z świętymi… Zmarłych zawsze ubiera się odświętnie, dawniej według wcześniejszych zaleceń samego zmarłego i oczywiście stosownie do wieku. Już za życia starano się zabezpieczyć sobie ubiór do trumny, przechowując w tym celu stroje ślubne. Dawniej zmarłym nie zakładano obuwia, co zgodnie z wiarą uniemożliwiało powrót nieboszczyka na ziemię. Stosownie do wieku zmarłego wybierano kolor trumny: dla starszych czarna lub brązowa, dla dzieci i młodzieży biała, a dla osób w średnim wieku trumna w kolorze drewna. Wieko trumny winni zamykać ludzie obcy. Następnie w długiej "egzorcie" następowało pożegnanie. Była ona czytana lub wygłaszana z pamięci. Taką egzortę często można było kupić na kramach jarmarcznych. Wygłaszali ją przeważnie krewni, przyjaciele, a czasami proszony "śpiewak". Przy wynoszeniu trumny zwracano uwagę, aby ciało zwrócone było nogami w stronę wyjścia. Powszechny był zwyczaj uderzania trumną o każdy próg. Była to symboliczna forma pożegnania z domem. Czasami jeden z niosących trumnę odwracał się i w imieniu zmarłego mówił "Ostańcie z Bogiem" lub "Pokój. Po wyniesieniu trumny z domu otwierano drzwi i okna, aby ułatwić opuszczenie duszy tego świata. Przewracano także stołki i ławy, na których stała trumna, a czasami przesuwano sprzęty wierząc, że to utrudni duszy powrót. Trumny najczęściej nieśli na ramionach mężczyźni  (jeśli zmarłe osoby byy zamężne), natomiast zmarli kawalerowie i panny niesieni byli przez chłopaków. Przewożono je także półkoszkami na deskach a zimą na saniach. Dawne kondukty żałobne rozbrzmiewały pieśniami. Obecnie, czasami przed trumną idzie orkiestra. Trumna w kościele ustawiana jest tak, aby zmarły zwrócony był zawsze nogami do ołtarza, tłumacząc to tym, że gdyby nagle wstał, to będzie zwrócony twarzą do ołtarza. Po mszy świętej zmarłego odprowadza się na cmentarz. Zakorzenione jest wierzenie, że po wyjściu z kościoła wzrasta ciężar trumny, ponieważ dusza właśnie w kościele miała wracać do ciała. Opuszcza ją ostatecznie dopiero, gdy dzwony przestaną bić i trumna przysypana zostanie ziemią. Pochówek przebiega zgodnie z rytuałem religijnym. Nad mogiłą następuje ostatni akt pożegnania. Ksiądz odprawia modlitwy, a ktoś z obcych wygłasza czasami pożegnalne przemówienie. Po spuszczeniu trumny do grobu, praktykowany jest do dziś zwyczaj rzucania na nią grudek ziemi. Niektórzy twierdzą, że obserwując usypaną mogiłę można było powiedzieć, jakim człowiekiem był zmarły, Po pogrzebie, zgodnie ze starym zwyczajem, jego uczestnicy zapraszani są na poczęstunek. Dawniej podejmowani byli w karczmie lub w domu. Na niektórych terenach istniał zwyczaj ustawiania oddzielnego nakrycia dla zmarłego, wierzono bowiem, iż jest obecny w czasie stypy. Podczas której goście odmawiali modlitwy, śpiewali i wspominali zmarłego. Nie zawsze tym spotkaniom towarzyszył nastrój powagi i czasami opowiadano, że było weselej niż na weselu. Przeważnie urządzane były na koszt rodziny zmarłego.

Maria Danuta Cetera

Wykorzystana literatura:

Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego, Zwyczaje i obrzędy weselne. Część I. Od zalotów do ślubu cywilnego, Wyd. PTL  2004. T.VIII; Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego. Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, Wyd. PTL 1999. T.V; H. Bittner-Szewczykowa, Dziecko wiejskie, W: Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie. 1984. T.9; A. Zadrożyńska, Światy, zaświaty. O tradycji świętowań w Polsce, Wyd. Twój Styl, W-wa 2000; Oswoić śmierć, Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie, T XI, Kraków 1994.; O. KolbergKrakowskie, cz. II. Dzieła wszystkie.T.6; O. KolbergTarnowskie-Rzeszowskie. Dzieła wszystkie.T.48; K. KwaśniewiczZwyczaje i obrzędy rodzinne, W: Etnografia Polski. T.2. s.91; J. Świętek, Lud nadrabski, Kraków 1893; Literatura Ludowa, 1996, nr 4/5 /tom poświęcony dziecku/; K. Łeńska BąkBłogosławieństwo w tradycyjnym obrzędzie weselnym, W: Literatura Ludowa 2/99, s.1529; K. Zawistowicz AdamskaSpołeczność wiejska, Łódź 1948; B. OgrodowskaPolskie tradycje i obyczaje rodzinne, Warszawa 2007; K. Zawistowicz AdamskaSpołeczność wiejska, Łódź 1948; B. OgrodowskaPolskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2009; Z. Cieśla- ReinfussowaHerody, XII Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Kraków 1995; T. Seweryn, Tradycje i zwyczaje krakowskie, Kraków 1961; T. Ciołek, J. Olędzki, A. ZadrożyńskaWyrzeczysko. O świetowaniu w Polsce, Białystok, 1976; Dziedzictwo Krakowiaków zachodnich i pogranicza krakowsko – śląskiego, praca zbiorowa, Chrzanów 2010.